Tak kontrowersyjna wypowiedź na sali obrad Rady Miasta nie padła od dawna. Radna Bernadeta Krynicka w trakcie składania interpelacji zapytała, czy w Urzędzie Miasta istnieje tradycja dziedziczenia miejsc pracy, po czym wskazała szereg nazwisk osób przyjętych w ostatnim czasie do pracy i powiązań łączących ich z innymi urzędnikami. Prezydent do sprawy nie chciał się odnieść.
Radna Krynicka wymieniła m. in. osobę zatrudnioną w Centrum Obsługi Mieszkańców- prywatnie córkę Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. Zapytała też o kwalifikacje przyjętej do pracy zastępczyni naczelnika w Wydziale Gospodarowania Nieruchomościami.
Wreszcie, odniosła się do zatrudnienia w Urzędzie Miasta dwóch osób, które do niedawna zajmowały stanowiska w finansowanym przez Urząd Marszałkowski Lokalnym Punkcie Informacyjnym Funduszy Zewnętrznych, który w strukturach ratusza ma funkcjonować do 2015 roku.
- Jedna z nich jest już pracownicą Urzędu Miasta. Druga teraz nosi nazwisko "Dobosz"- poinformowała radna Krynicka. - Tak się dziwnie składa, że konkursy w Urzędzie Miasta wygrywają "najlepsi"- synowie, córki, przyszłe synowe, dzieci niektórych radnych...
Prezydent Mieczysław Czerniawski nie chciał odnieść się do wypowiedzi radnej Bernadety Krynickiej.
- Żadnej pani Dobosz do pracy nie przyjmowałem. A jeśli w między czasie wyszła za mąż... życzę szczęścia w małżeństwie- prezydent pozwolił sobie jedynie na krótki komentarz.
Zbulwersowany, głos zabrał za to wiceprezydent Beniamin Dobosz.
- Radzę pani nie posuwać się za daleko w swoich wypowiedziach insynuacyjnych i podłych, bo możemy spotkać się na sali sądowej, gdzie będzie musiała to pani udowodnić- zapowiedział.- Moja synowa została zatrudniona zgodnie ze wszystkimi procedurami.