Od kilku dni truskawki w Łomży można kupić na kilku, może kilkunastu straganach: na ulicy, pod marketem, przy skrzyżowaniu. Choć ruchu wielkiego nie widać, to interes zapewne się opłaca, skoro stragany nie znikają. Wczoraj nasza Czytelniczka pierwszy raz w tym sezonie kupiła kilogram „polskiej gruntowej”. Owoc miał pochodzić z podłomżyńskiej plantacji. – To absolutnie niemożliwe – mówi nam plantator z okolic Jeziorka. - Na moje truskawki trzeba jeszcze poczekać do czerwca- dodaje.
Jak mówi nam rolnik, który swoje plony przywozi na targowisko do Łomży, sprzedawanie hiszpańskich truskawek w starych łubiankach jako krajowe, to proceder bardzo częsty.
Sprawdziliśmy, kilogram truskawki ze stoiska z łubianki kosztuje ok. 12 złotych.
- Rozumiem, że polską truskawkę, pod folią albo włókniną to już można dostać. Ale to kosztuje – mówi plantator.
Trochę złośliwie dodaje, że polska truskawka ma tylko jedną wspólną cechę z truskawką zachodnią - jedną jak i drugą zbierają Polacy.
- Polska gruntowa ma swój smak i zapach. Te zachodnie mają długi termin i zazwyczaj regularny kształt, ale przyjmują one wiele nawozów. Zachodni farmerzy nie szczędzą im pestycydów- zapewnia rolnik.
Dziś na jednym ze stoisk przed marketem zaczęliśmy się dopytywać o pochodzenie truskawek. Po krótkiej rozmowie ze sprzedającą – padło stwierdzenie, że owoc jest „prawie” polski.
- Polski? Chyba tylko ta łubianka? – stwierdza humorystycznie rolnik.