Przy temperaturze poniżej - 10 st. C wystarczy kilka godzin bez ruchu, by organizm wychłodził się na tyle, by uratowanie człowieka było praktycznie niemożliwe. Zamarznięcie to śmierć wyjątkowo bolesna- nie mają wątpliwości lekarze. Aby nie dopuścić do największych tragedii, łomżyńska noclegownia przyjmuje bezdomnych przez całą dobę.
- Przy tak dużym mrozie wychłodzenie organizmu grozi każdemu. To nie musi być osoba bezdomna, wystarczy zbyt lekki ubiór na dłuższy, ale spokojny spacer, który wystarczająco nie podniesie temperatury ciała- ostrzegają ratownicy medyczni.
Osoby bezdomne na wychłodzenie są jednak narażone najbardziej. Śmierć z wyziębienia przychodzi w krótkim czasie, ale lekarze nie mają wątpliwości, ze jest wyjątkowo bolesna.
Drżące mięśnie (próbujące rozgrzać ciało), utrata koncentracji i zdolności logicznego myślenia- to dopiero początek. Potem przychodzi ból mięśni, sztywność karku, utrata świadomości i stopniowe wyłączanie funkcji życiowych.
Umierając, zamarzająca osoba nierzadko jednak myśli, że jej ciało płonie.
- Przy temperaturze ciała 32 st. C osoba przestaje poznawać ludzi, pojawia się nierówna praca serca, omamy, przez które bezdomny będzie myślał, że jest już bezpieczny. Poczuje nawet ciepło z wyimaginowanego pieca. Może nawet poczuć, że płonie i umiera w ogniu- opisuje Marcin Czerczak, wolontariusz Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej.
Wystarczy dwie- trzy godziny bez ruchu, spędzone w temperaturze niższej niż -10 st. C, by na pomoc było już zbyt późno.
By nie dopuścić do tak dramatycznych sytuacji, łomżyńska noclegownia prowadzona przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej czynna jest przez całą dobę. W tej chwili przebywa w niej dwunastu bezdomnych. MOPS podjął decyzję, by budynek był otwarty przez całą dobę aż do końca marca, bez względu na temperatury za oknem.