Po wyjazdowym remisie z MOSPem Białystok i wygraną z Biebrzą Goniądz, wśród kibiców Łomżyńskiego Klubu Sportowego na nowo pojawił się delikatny głód piłki i tłumnie, jak na siebie, pojawili się na ulicy Zjazd by obejrzeć pierwszy czwartoligowy mecz u siebie w tym sezonie.
- W pierwszej połowie dominowaliśmy na boisku, pierwsi mieliśmy dwie sytuacje, bramkę straciliśmy z niczego tak naprawdę" - mówi trener Robert Speichler w pomeczowym wywiadzie.
I tak faktycznie przez początkową część pierwszej połowy było. W 5 minucie interweniować musiał bramkarz gości po bezpośrednim strzale z rzutu wolnego naszego grającego trenera, a już w 8 minucie, po pięknej indywidualnej akcji Wiktora Walczaka i nieskuteczności jego kolegi na piątym metrze, piłka wylądowała na poprzeczce drużyny ze Szczuczyna.
Dominacja ŁKSu w meczu skończyła się już w 17 minucie, gdzie Speichler odpuszcza krycie skrzydłowego Wissy, ten oddaje płaski strzał w stronę bramki bronionej przez Długołęckiego, ten popełniając błąd wypluwa piłkę pod nogi Gabriela Krupińskiego, który pakuje futbolówkę do pustej bramki.
Kolejną świetną sytuację Wissa miała już w 22 minucie, gdzie ponownie z lewej stronie chronionej przez Speichlera pada dośrodkowanie i tylko nieskuteczność napastnika gości chroni ŁKS przed stratą drugiej bramki.
Jednak co ma wisieć, nie utonie. Sześć minut później fantastycznym wolejem z dystansu popisuje się Michał Twardowski i Wissa prowadzi już 2:0.
- Myślę, że w pierwszej połowie zdecydowanie więcej tych sytuacji stworzyliśmy" - dodaje Speichler, choć my z tym nie możemy się zgodzić, co potwierdzi wygranie pierwszej połowy przez szczuczynian i dużo lepsza gra z ich strony.
Pierwsze minuty po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę to szybka wymiana ciosów. Najpierw groźna akcja gospodarzy, potem kontra Wissy, która kończy się dośrodkowaniem z lewej strony boiska, nieporozumieniem naszych środkowych obrońców, którzy nie mogą wybić piłki, co wykorzystuje ponownie Michał Twardowski i strzela na 3:0 w 47 minucie.
W 70 minucie goście już prawie wyszli sam na sam z bramkarzem, ale w ostatnim momencie zabiera im piłkę wślizgiem wracający Kacprzyk. Dwie minuty później mamy świetną interwencję Długołęckiego, który broni celny strzał z rzutu wolnego.
Dopiero w 78 minucie nasi kibice mogli zobaczyć bramkę dla ŁKSu. Zamieszanie w polu karnym wykorzystał Tomek Brzozowski i bezproblemowo umieszcza piłkę w siatce, po raz pierwszy i ostatni w tym meczu jeżeli chodzi o ŁKS.
Niestety, w ostatniej akcji meczu nasz zespół znowu daje się nabić na kontrę i po sytuacji 3 na 1 piłkę do pustej bramki kieruje Piotr Wyszyński.
Nie takiego rozpoczęcia sezonu przy ul. Zjazd spodziewali się i piłkarze i kibice.
ŁKS 1926 Łomża 1-4 Wissa Szczuczyn
ŁKS: Długołęcki - Speichler, Melao, Milewski, Bajor(74 Pastorczyk) - Kacprzyk(77 Kotowski) - Brzozowski, Pawczyński, Walczak, Adamczyk(62 Maciejczuk) - Dojlida(62 Listowski)
Bramki: Brzozowski(78) - Krupiński(17), Twardowski(28, 47), Wyszyński(9).
Hubert Norowski