- Brakuje dialogu, ale myślę, że niektórzy nawet go nie chcą – mówi w rozmowie z naszym portalem Andrzej Stypułkowski, zastępca prezydenta Łomży z PiS.
Jak Pan skomentuje obecną sytuację w Radzie Miejskiej?
- Atmosfera jest bardzo niezdrowa. Zresztą każdy to dostrzega. Nie będę ukrywał, że z niektórymi członkami PiS w Łomży jest ciężko współpracować. Mam wrażenie, że dla nich nie liczy się dobro miasta i kompromis w kluczowych sprawach, a to aby w cudzysłowie tylko dowalić prezydentowi Mariuszowi Chrzanowskiemu. Brakuje na pewno konstruktywnego dialogu. Nie podoba mi się również to, że działacze lokalnego PiS-u wchodzą w ciche koalicje z osobami, które pojawiają się na wiecach partii „Wiosna” Roberta Biedronia. Dla mnie, osoby z kilkunastoletnim stażem w PiS-ie jest przykro, że dochodzi do takiej sytuacji i na to się nie godzę. Liczę jednak na ich rozsądek, i że w końcu się opamiętają.
Jak według Pana funkcjonowała tzw. szeroka koalicja?
- Gdy jest koalicja to kluby nie powinny działać przeciwko sobie. Nie może być takiej sytuacji, że jeden radny pozywa do sądu drugiego. Chociażby propozycja zmniejszenia diet była zagrywką typowo PR-ową. Nikt nie zapytał radnych z klubu prezydenta co na ten temat sądzą. O jakiej szerokiej koalicji tu możemy zatem mówić?
Jak widzi Pan dalszą współpracę w Radzie Miejskiej?
- Dla dobra miasta, co jest rzeczą nadrzędną, powinniśmy współpracować ponad podziałami, niezależnie od opcji do jakiej przynależymy. Z prezydentem Mariuszem Chrzanowskim byliśmy i jesteśmy ludźmi prawicy i te ideały zawsze będą nam bliskie. Pokazaliśmy to wspierając kandydatów Zjednoczonej Prawicy podczas ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu. Jeżeli ktoś to podważa, robi to celowo, aby manipulować społeczeństwem.
Czy od momentu, kiedy został Pan zastępcą Prezydenta Łomży, ktoś z lokalnego PiS-u kontaktował się z Panem w sprawie współpracy?
- Nie, nigdy takich konkretnych rozmów, czy deklaracji nie było. Były jedynie luźne rozmowy. W mojej ocenie jeżeli mówimy o jakiejś koalicji, to nie powinno chodzić o podział stanowisk, bo tak niektórzy zaczęli postrzegać współpracę z prezydentem. Jako podział tzw. łupów powyborczych.
No właśnie, wspomniał Pan o ubiegłorocznych wyborach…
- Wszyscy pamiętamy doskonale jak potraktowano prezydenta Mariusza Chrzanowskiego w ubiegłym roku. Później w trakcie kampanii wyborczej podczas różnych wydarzeń z udziałem działaczy PiS-u nie był dopuszczany do głosu, a nawet pomijany przy przywitaniach. To wszystko działo się dlatego, że promowano jego kontrkandydatkę, na którą postawił Komitet Polityczny w Warszawie. Dla mnie było to jakieś nieporozumienie, bo z list PiS-u startowała osoba, która nawet nie należała do tej partii i nie należy w dalszym ciągu. Gdy zorientowano się, że popełniono błąd już jej nie eksponowano. Również po wyborach PiS-owi zależało na współpracy, ale poprzez takie wojenki, jakie toczą się teraz na gruncie lokalnym jest o to bardzo trudno.
Czy jako członek PiS-u będzie Pan rozmawiał przy Nowogrodzkiej o sytuacji jaka jest w Łomży?
- Tak, w najbliższym czasie zamierzam udać się do Warszawy na spotkanie z władzami partii. Będziemy rozmawiać. Myślę, że nie będą to łatwe rozmowy. Na początku tego roku, gdy byliśmy przy Nowogrodzkiej razem z prezydentem Mariuszem Chrzanowskim, moja osoba została przedstawiona, jako kandydat na wiceprezydenta. Miało być inaczej, miała być współpraca, a tego nie ma.
Dziękuję za rozmowę.