Na sukces trzeba zapracować, nic nie przychodzi łatwo i bez wysiłku- przekonywał Ray Wilson, jeden z najpopularniejszych rockmanów na świecie. Choć jego koncert to świetna zabawa i uczta dla ducha, beztroskie, rockandrollowe życie to tylko pozory. Występ w Łomży był długo i solidnie przygotowywany, muzycy zadbali nie tylko o brzmienie, ale i niespodzianki dla widowni. Ta kupiła ich od pierwszych taktów.
Genesis Classic Quartett to jeden z najnowszych projektów wokalisty. Charyzmatyczny Wilson złagodził w nim swoje rockowe brzmienie, zapraszając do współpracy młode skrzypaczki klasyczne i pianistę.
- To jest trochę inny rodzaj muzyki- bardziej wyszukanej, muzycznie bardziej interesującej. Teraz żyję w Polsce i mam przy sobie wielkie polskie talenty, z którymi współpracuję: Alicję (Chrząszcz- przyp. red.) i Basię (Szelągiewicz) oraz Darka (Tarczewskiego), który jest jazzowym "świrem"- mówił z sympatią o swoich współpracownikach Ray Wilson podczas konferencji prasowej przed koncertem.
W Łomży po raz pierwszy do swojego klasycznego kwartetu muzyk zaprosił też saksofonistę, grającego także na klarnecie i flecie. Na publiczność czekały wzruszające ballady, doskonale znane przeboje i dynamiczne rockowe solówki, w hitach takich jak Follow you follow me, Solsbury Hill, Mama, Invisible touch, In the air tonight, Ripples, Inside, Not about Us, czy doskonale przyjęty przez publiczność Another day in paradise. Klasyczne , instrumentalne elementy występu nie studziły emocji słuchaczy, którym ciężko przychodziło spokojne wytrwanie w równych rzędach foteli sali koncertowej Filharmonii Kameralnej.
Choć po kilkudziesięciu latach na scenie, Ray Wilson to prawdziwy "wyjadacz", doskonale panujący nad własnym głosem, muzykami na scenie i emocjami publiczności, wokalista nie krył, że życie rockmana dalekie jest od sielanki.
- (...) Jak pracujesz w tej branży, jeździsz w trasy, to czasem może być ciężko i wymagająco, ale z drugiej strony to też daje satysfakcję. (...) Współpraca ze mną oznacza, że spędzasz 60- 70 proc. życia poza domem, co różni się od życia innych ludzi. (...) Jak nie jesteś do tego przyzwyczajony, może być naprawdę ciężko, emocjonalnie i fizycznie- opowiadał, wspominając też swoje pierwsze koncerty, na których zarabiał... osiemdziesiąt funtów do podziału między trzech muzyków.