Piłkarze ŁKS 1926 po dramatycznym meczu z Turem, beniaminkiem z Bielska Podlaskiego, na własnym boisku wygrali 2-1 (0:1). Atmosferę fair play spotkania popsuły jednak kontrowersyjne decyzje sędziego, który m.in. wyrzucił dwóch piłkarzy biało-czerwonych.
Równo o 16.00 sędzia rozpoczął mecz, w którym od samego początku gospodarze chcieli wykazać, że w spotkaniu z beniaminkiem są zainteresowani wyłącznie kompletem punktów. Z impetem ruszyli na niebieskich z Bielska Podlaskiego i już w 3 minucie mogliby się cieszyć z prowadzenia, gdyby nie Mateusz Laskowski, którzy z trzech metrów przestrzelił futbolówkę świetnie wyłożoną przez Truszkowskiego. I tu chyba zakończyła się współpraca obu napastników. Czy to przez własne ambicje? Czy przez bierną postawę Laski, który dzisiaj wyglądał, jakby grał za karę? Niektórzy sugerowali nawet, żeby "poszedł lepiej na piwo"...
Biało-czerwoni szybko osiągnęli znaczącą przewagę w posiadaniu piłki i tylko dzięki dobrej grze obronnej Tura, a przede wszystkim znakomicie broniącego "wysłużonego" już Jacka Banaszyńskiego nie stracił gola. Łomżyniacy zadowolił się później obijaniem słupków i poprzeczek. Podopieczni Sławomira Kopczewskiego, jak też kibice mieli pretensje do białostockiego arbitra, że nie odgwizdał karnego, kiedy to przetrzymywany za koszulkę był Mleczek.
Stare piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Nie inaczej było i tym razem, kiedy w trzydziestej piątej minucie meczu, po szybkiej kontrze Radosław Żero pokonał bezradnego w tej sytuacji Rafała Rakowieckiego. Piłki mknącej w światło bramki nie zdołał też wybronić ubezpieczający bramkarza Robert Cychol. Chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji.
Przełamanie podopiecznych Kopczewskiego nastąpiło w drugiej części meczu. Beniaminek z Bielska dzielnie się bronił tylko do 53 minuty meczu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej w polu karnym wyskoczył Robert Cychol i mocnym strzałem głową doprowadził w końcu do wyrównania.
Remis z beniaminkiem, który do tej pory nie wygrał żadnego meczu, byłby dla naszej drużyny, aspirującej do II ligi, porażką. Dlatego też łomżyńscy zawodnicy atakowali w dalszym ciągu.
Niespełna 20 minut później po "odgwizdaniu" kilku wątpliwych spalonych zespół biało-czerwonych stanął przed kolejną okazją do objęcia prowadzenia. Po dośrodkowaniu Truszkowskiego w pole karne, pięknym "szczupakiem" Łukasz Grzybowski , pomocnik grający wcześniej w zambrowskiej Olimpii, nie dał szans świetnie spisującemu się dzisiaj w Łomży golkiperowi z Bielska.
Jednak prawdziwe emocje rozpoczęły się w końcówce meczu. Chyba nikt ze zgromadzonych na stadionie kibiców nie był wcześniej świadkiem takiego festiwalu żółtych i czerwonych kartek. Czerwone kartki pokazane najpierw Mleczkowi i potem Truszkowskiemu, według białostockiego arbitra Jerzego Czarnieckiego, były spowodowane faulami oraz niecenzuralnym słownictwem w kierunku sędziego.
Mimo mocnego osłabienia drużyny, łomżyński ŁKS dotrwał do końca meczu z niezmienionym wynikiem.
- Jeżeli dwa zespoły, dwóch trenerów narzeka na decyzje sędziowskie, to coś w tym musi być, taka ilość niepotrzebnych głupich kartek świadczy chyba jednoznacznie o poziomie sędziowania. Ja nigdy nie krytykuję orzeczeń sędziego, ale to co się działo dzisiaj, przeszło chyba wszystkie oczekiwania - skomentował pracę arbitra Sławomir Kopczewski, trener ŁKS-u.
ŁKS 1926 Łomża - Tur Bielsk Podlaski 2:1 (0:1)
Bramki: Robert Cychol (53.), Łukasz Grzybowski (72.) - Radosław Żero (35.).
ŁKS: Rakowiecki Ż - Urban Ż, Tarnowski, Cychol Ż, Sulkowski - Grzybowski (77. Rydzewski), Bernatowicz (70. Tadaj), Ambrożewicz, Mleczek Cz - Truszkowski Cz, Laskowski (83. Karwacki).
Tur: Banaszyński - Gudewicz Ż, Marcinkiewicz, Kulikowski, M. Jakubowski Ż - Pieczywek Ż (56. Klemensowicz), K. Jakubowski (80. Chilikiewicz), Kiszko, Żero - Iwaniuk (59. Kesler), Solecki (70. Muczyński).