Andrzej z Łomży od jakiegoś czasu bił się z myślami. W końcu się przełamał: “Może ja też wejdę do lodowatej wody? Jak nie teraz, to kiedy?” Jak pomyślał, tak zrobił.
– Mój debiut trwał dokładnie 3 minuty. Na początku było okropnie zimno, powietrza trochę jakby zabrakło, w wodzie nie zamieniłem z nikim ani słowa. Dostałem szczękościsku, ale warto było. Za tydzień też przyjdę na plażę, bo chcę wesprzeć finał WOŚP-u – opowiadał lekko zziębnięty, ale szczęśliwy Andrzej.
Oczywiście na plaży pod mostem Hubala nie był sam. Łomżyńskie morsy pokazały się dziś w gustownych kapeluszach. Bo dobry humor to podstawa ich cotygodniowych spotkań.