Czternastoletnia Ola Gorlewicz od września nie będzie musiała chodzić do szkoły. Zamiast tego, nastolatka będzie uczyła się w domu, korzystając z książek, internetu, odwiedzając biblioteki i muzea. Ola jest pierwszym dzieckiem w Łomży, które na system nauczania domowego przejdzie dlatego, że tak zdecydowali jej rodzice.
Obowiązek nauki w Polsce obowiązuje każdego, kto nie ukończył 18. roku życia. Nauka nie musi jednak odbywać się wyłącznie w budynku szkoły- ustawa o szkolnictwie dopuszcza edukację domową, fachowo określając ją mianem "spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą".
Właśnie z takiej możliwości postanowili skorzystać państwo Gorlewicz. Ich córka- na razie uczennica pierwszej klasy Publicznego Gimnazjum nr 1 w Łomży- od września zostanie w domu. Będzie mogła rozwijać swoje zainteresowania (dziewczynka uwielbia język angielski, program rozłożony na kilka lat nauki w szkole językowej opanowała w ciągu dwunastu miesięcy), jeździć konno, malować.
- To jest nauczanie przez doświadczanie: chodzenie do muzeów, bibliotek, jesteśmy na przykład na jakiejś ulicy i Ola mnie pyta: czyj to jest pomnik? Wtedy podchodzimy, patrzymy, wracamy do domu, sprawdzamy w internecie, w jakim wieku ta osoba żyła, co wtedy się działo, łączymy kilka dziedzin wiedzy... To jest taka zupełnie inna forma nauki- opowiada Małgorzata Daniło- Gorlewicz, mama Oli.
Jednocześnie dziewczynka nie może zdobywać zupełnie dowolnej wiedzy. Musi trzymać się podstawy programowej wytyczonej na konkretny czas nauki szkolnej. Raz na pół roku wiedza i umiejętności, które zdobyła, będą poddawane weryfikacji- nastolatka będzie zdawała testy w szkole. Jeśli ich nie zda, będzie musiała wrócić do tradycyjnej klasy- to jedyny wymóg, jaki prawo stawia uczniom pobierającym edukację w domu.
Co spowodowało, że rodzice zdecydowali się zatrzymać dziewczynkę w domu? Choć nie krytykują szkoły w kształcie, jaki zna każdy z nas, są przekonani, że nie jest to miejsce dla każdego.
- Nasza córcia jako mała dziewczynka była ciekawa świata, miała tysiące zainteresowań, czytała wiele książek, była otwarta. Kiedy poszła do szkoły, zaczęła się zamykać w sobie, wycofywać. Myślę, że to mogły być objawy jakiejś depresji- opowiada mam Oli. - Szkoła to jedyny czas w życiu człowieka, kiedy spotyka się z tak dużą grupą rówieśników. Pojawia się rywalizacja, walka o oceny, zaliczanie materiału po to, żeby zaliczyć, a nie po to, by zrozumieć. Takie warunki nie tylko nie kształcą młodego człowieka, ale niektórzy po prostu nigdy w nich się nie odnajdą. Patrząc na Olę, nie mieliśmy wątpliwości, że trzeba zaproponować jej coś innego- relacjonuje Małgorzata Daniło- Gorlewicz.
Jednocześnie rodzice poznali szkołę prowadzoną metodą Marii Montessori. Ta włoska lekarka, żyjąca na przełomie XIX i XX wieku zauważyła, że dzieci, z którymi przyszło jej pracować, znacznie łatwiej opanowywały nowe wiadomości, kiedy mogły swobodnie poruszać się, badać świat na własną rękę. Jej podstawową zasadą stała się wolność ucznia, wyzwalająca u dziecka kreatywność. Przeciwieństwem sukcesu pedagogicznego była dla Montessori szkolna ławka.
Kiedy państwo Gorlewicz odwiedzili jedną ze szkół prowadzonych odkrytą we Włoszech metodą, nie mieli wątpliwości, że właśnie tam Ola powinna należeć.
- To zupełnie inny świat. Nie ma hierarchii nauczyciel- uczeń, oboje są tam po to, by zdobywać wiedzę. Niczym nadzwyczajnym nie jest zatem fakt, że dziecko idzie do nauczyciela, by razem z nim zjeść drugie śniadanie, a przy tym pogawędzić o nurtujących je zagadnieniach- opowiada z uznaniem Romuald Gorlewicz, tata Aleksandry.
Właśnie w jednej z takich szkół, prowadzonej w Koszarawej koło Żywca, Ola będzie zdawała cykliczne egzaminy kończące poszczególne etapy jej nauki w domu. Co pewien czas będzie też wyjeżdżała w góry na wspólne projekty organizowane dla uczniów szkoły.
Rodzice marzą jednak o otwarciu szkoły Montessori w Łomży. Miałaby być to pierwsza placówka świecka funkcjonującą na zasadach opracowanych przez włoską lekarkę.
W całym województwie podlaskim z możliwości nauki domowej korzysta zaledwie jedenaścioro dzieci. W Łomży do tej pory nie było ani jednego.