Od 17 kwietnia nad lasami i polami w regionie znów usłyszymy samoloty. Nie jest to jednak rutynowy przelot, a kolejna odsłona walki z wścieklizną. Podlaski Wojewódzki Lekarz Weterynarii zapowiedział, że wiosenna akcja szczepienia dzikich lisów potrwa cztery dni – do 20 kwietnia.
Jeśli w drugiej połowie kwietnia wybieracie się na spacer do lasu czy na łąkę, możecie natknąć się na specyficzne znaleziska. To niewielkie, brunatno-zielone bloczki o wymiarach mniej więcej 3 na 1 cm. Mogą być okrągłe lub kwadratowe i mają dość twardą konsystencję. W ich środku ukryty jest plastikowy blister wypełniony płynem o barwie od pomarańczowej po fioletową – to właśnie tam znajduje się właściwa szczepionka.
Najważniejsza zasada: nie dotykaj
Dla nas te kostki mogą wyglądać jak odpadki, ale dla lisów to przynęta, która ma je zachęcić do „zjedzenia” odporności. Najgorsze, co można zrobić, to podnieść taki bloczek lub go zniszczyć. Lisy są niezwykle wyczulone na zapach człowieka – jeśli poczują go na przynęcie, po prostu jej nie ruszą i cała akcja w tym miejscu pójdzie na marne.
Sama szczepionka nie jest groźna dla zwierząt domowych czy innych mieszkańców lasu. Jeśli jednak zdarzy się, że płyn z wnętrza kostki dostanie się na waszą skórę lub, co gorsza, do oczu czy nosa, koniecznie przemyjcie to miejsce dużą ilością wody z mydłem i skontaktujcie się z lekarzem.
Dla właścicieli czworonogów akcja oznacza dodatkowe obowiązki. Przez dwa tygodnie od wyłożenia przynęt trzeba pilnować swoich podopiecznych bardziej niż zwykle. Psy powinny być wyprowadzane wyłącznie na smyczy, a koty najlepiej zostawić w tym czasie w domu. Chodzi o to, by domowe zwierzęta nie zjadały szczepionek przeznaczonych dla lisów i nie zakłócały przebiegu akcji.
Zrzuty nie będą prowadzone nad miastami i osiedlami, omijają też rzeki i jeziora. Cała operacja, za którą odpowiada wojewódzki lekarz weterynarii Dariusz Filianowicz, jest wspierana ze środków unijnych.