Puste, proste odcinki dróg poza obszarem zabudowanym często usypiają czujność kierowców i kuszą, by mocniej docisnąć gaz. Przekonała się o tym 39-letnia kobieta kierująca BMW, którą w Jakaci Dwornej (gmina Śniadowo) zatrzymali policjanci z łomżyńskiej drogówki. Dla mieszkanki regionu ta podróż skończyła się szybciej, niż zakładała – i to z bardzo dotkliwymi konsekwencjami.
Mundurowi prowadzili tam rutynowe pomiary prędkości. Choć w tym miejscu można jechać „dziewięćdziesiątką”, licznik w BMW pokazał o ponad 50 km/h za dużo. Jeszcze niedawno taka brawura poza miastem skończyłaby się „tylko” mandatem i punktami. Dzisiaj przepisy są znacznie surowsze.
Efekt kontroli? Kobieta musiała na miejscu pożegnać się z prawem jazdy na najbliższe trzy miesiące. Do tego doszedł mandat w wysokości 1500 złotych, a jej konto kierowcy „zasiliło” 13 punktów karnych.
Ta sytuacja to jasny sygnał dla wszystkich, którzy przegapili ostatnie zmiany w prawie. Od 3 marca policja ma obowiązek obligatoryjnego zatrzymania uprawnień na trzy miesiące każdemu, kto przekroczy prędkość o ponad 50 km/h – również poza terenem zabudowanym. Nowy rygor dotyczy dróg jednojezdniowych dwukierunkowych, czyli większości tras łączących nasze miejscowości, z wyjątkiem autostrad i dróg ekspresowych.
Warto też dwa razy się zastanowić, zanim ktoś spróbuje oszukać system. Jeśli kierowca z zatrzymanym prawem jazdy da się złapać za kółkiem w ciągu tych trzech miesięcy, kara nie zostanie przedłużona – uprawnienia zostaną mu cofnięte całkowicie. W praktyce oznacza to koniec bycia kierowcą, powrót na kurs do szkoły jazdy i ponowny, stresujący egzamin państwowy.
Policjanci z Łomży nie ukrywają, że taryfy ulgowej nie będzie. Pośpiech na drodze, nawet tam, gdzie nie ma domów i chodników, staje się obecnie wyjątkowo kosztownym ryzykiem.