Niemalże bezpardonowy atak na komendanta Straży Miejskiej przypuścił podczas dzisiejszej sesji radny Witold Chludziński. Radny miał całą listę pytań i zarzutów pod adresem zarówno samego komendanta, jak też kierowanej przez niego jednostki. Emocje tonować musiała przewodnicząca Bernadeta Krynicka, a dyskusję zakończył dopiero przegłosowany przez większość radnych wniosek formalny.
Na początek radny zainteresował się faktem udzielania przez strażników miejskich pomocy przy uruchamianiu samochodów, o czym informowaliśmy w materiale video, który odbił się dość głośnym echem również poza Łomżą. Chludziński chciał wiedzieć, czy strażnicy mają odpowiednie przeszkolenie do takich czynności i ile takich usług zostało wykonanych. Radny chciał też uzyskać bardziej szczegółowe informacje odnośnie prowadzonych przez Straż Miejską konwojów, pytał o nałożone mandaty i udzielone pouczenia. Radny zdziwiony był też, że w 2014 roku w Straży Miejskiej nie było ani jednego awansu i ani jednej nagrody. Z tego faktu wyciągnął wniosek, że brak nagród i awansów wskazuje na złą pracę strażników, z których żaden nie zasłużył na nagrodę.
Jak wyjaśniał komendant Bogdan Rutkowski, w ubiegłym roku nie było awansów, bo po prostu nikt się do awansu nie kwalifikował.
- Nie mam przeszkolenia, panie radny, w zakresie odpalania z przewodów. Nie znam takiej szkoły, takiego kursu, który mógłbym ukończyć, bo gwarantuję, że po wyjściu stąd zapisałbym się i za własne pieniądze go odbył. Do odśnieżania czyli użycia łopaty też nie mam przeszkolenia, a czasami odśnieżałem cudze samochody, a koledzy codziennie odśnieżali nasze radiowozy. Do poprawiania znaków, które bywają skrzywione też nie mamy przeszkolenia. Nie idźmy w granice śmieszności - odpowiadał Rutkowski.