Reklama

Chory psychicznie człowiek, bez dokumentów błąkał się po Łomży. Pomogli mu zwykli ludzie

25/10/2015 14:09

Mężczyzna przez kilka tygodni błąkał się po Łomży. Trudno było z nim nawiązać kontakt. Mimo chłodu nie miał ciepłego ubrania ani nic do jedzenia. Miał jednak szczęście, bo na swojej drodze spotkał życzliwych ludzi. Zwykłych ludzi bo instytucje, które powinny w takim przypadku zareagować - zawiodły!

- Kilka tygodni temu, wychodząc ze znajomymi około godz. 21.00 z kościoła Krzyża Świętego w Łomży, zauważyliśmy człowieka, który wyglądał na lekko zagubionego. Był wysoki, szczupły, ubrany w krótkie spodenki, jakąś koszulkę i w podartych trampkach. Zainteresowaliśmy się niecodziennym widokiem i szybko okazało się, że to cudzoziemiec i nie mówi po polsku. Szybko zważyliśmy, że coś z nim jest nie tak. Trudno było z nim nawiązać kontakt, nie udzielał logicznych odpowiedzi na proste pytania typu "jak masz na imię" czy "skąd jesteś". Dopiero po dłuższym dopytywaniu powiedział, że szuka domu. Ewidentnie po jego zachowaniu widać było, że ma problemy z głową - opowiada o pierwszym spotkaniu z, jak się później okazało, Łotyszem pan Marcin, jeden z mieszkańców Łomży, który wspólnie z innymi osobami pomógł mężczyźnie.

Łomżyniak zainteresował się losem nieznanego mężczyzny i uznał, że przekazane mu od ręki bluza i koc, to jednak za mało i trzeba mu chyba udzielić większej pomocy.

Reklama

- Wziąłem go do samochodu i zacząłem wozić po mieście z nadzieją, że może widok znajomej ulicy przypomni mu gdzie mieszka. Szybko okazało się, że mężczyzna nie bardzo zdaje sobie sprawę, gdzie w ogóle jest. Będąc w Łomży chciał jechać do Łomży, potem do Zambrowa, do Warszawy, a najlepiej, żeby go zawieźć do Holandii. Zawiozłem go do McDonalda, gdzie zjadł zestaw i wypił duszkiem gorącą herbatę, po czym zdecydowałem się umieścić go w noclegowni. Tam niestety osoba, która zarządzała tym miejscem stwierdziła, że tak się nie da go umieścić, bo mężczyzna nie ma przy sobie żadnych dokumentów i jest problem z potwierdzeniem jego tożsamości. To samo usłyszałem w kilku hotelach - tłumaczy nasz rozmówca.

Marcin zaczął więc dzwonić po znajomych, żeby wspólnie zorganizować jakąś pomoc. Zwrócił się również do łomżyńskiej Policji z nadzieją, że policjanci znajdą sposób, by pomóc człowiekowi.

Reklama

- Niestety, Policja stwierdziła, że niekoniecznie jest to ich sprawa. Tłumaczyłem, że człowiek nie ma dokumentów, dziwnie się zachowuje, być może jest zagrożeniem dla siebie samego lub innych, ale policjanci stwierdzili, że to mało prawdopodobne, bo już od tygodnia mają zgłoszenia, że on się błąka po mieście. Jak dotąd nic się nie stało, więc nie mają podstaw, żeby go zatrzymać. Mówiłem, że człowiek jest chyba z Ukrainy, nie ma dokumentów i najprawdopodobniej przebywa tu nielegalnie, co może stanowić podstawę do zatrzymania. Jeśli Policja się nim zajmie, to będzie można uzyskać dla niego jakieś dokumenty i po prostu pomóc, bo był to człowiek ewidentnie chory. Na to policjant stwierdził, że Ukraina jest w Unii Europejskiej (sic!) i on tu może przebywać. Doszedłem więc do wniosku, że nie ma sensu dalej z nim dyskutować - opowiada mieszkaniec Łomży.

Nasz łomżyniak wspólnie ze znajomymi zorganizował mężczyźnie ciepłe ubrania i plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami, jedzeniem, termosem z ciepłą herbatą i razem zaczęli szukać dla niego noclegu. W Łomży nic z tego nie wyszło, więc pojechali do ośrodka dla bezdomnych w Czerwonym Borze. Tam mężczyzna został na noc, ale szybko zniknął i pojawił się jako zatrzymany przez zambrowską Policję pod zarzutem próby kradzieży motocykla. Noc spędził więc w zambrowskiej komendzie, kolejne kilka w noclegowni w Zambrowie i z powrotem wylądował na ulicy. Stąd jednak ponownie trafił na zambrowską komendę, tym razem zatrzymany za próbę wyłudzenia... butelki z napojem. Sprawa trafiła do sądu, gdzie mężczyzna został ukarany ośmioma dniami aresztu.

Reklama

W międzyczasie okazało się, że mężczyzna jest Łotyszem. Pan Marcin skontaktował się więc z Ambasadą Łotwy, gdzie pani konsul stwierdziła, że zna sytuację tego człowieka, bo było kilka zgłoszeń.

- Dogadaliśmy się, że być może najszybszym sposobem pomocy będzie, jeśli jakaś łomżyńska instytucja wystąpi w jego imieniu do Konsulatu o wydanie tymczasowych dokumentów. Chodziło o to żeby mężczyzna mógł legalnie przekroczyć granicę i wrócić do domu na Łotwę - wyjaśnia łomżyniak.

Na wszystko potrzeba było jednak czasu, a Łotysz nie miał gdzie mieszkać. Na szczęście od tego momentu w pomoc mężczyźnie włączyły się kolejne osoby.

Reklama

- Przede wszystkim pani Zosia, która za namową księdza wzięła tego człowieka do siebie do domu na nocleg.

Wkrótce okazało się, że mężczyzna jest po prostu chory na schizofrenię, od sześciu lat leczy się na Łotwie, a w Łomży znalazł się w drodze do Holandii dokąd jechał do pracy przy zbiorach pomidorów. Po prostu wysiadł w Łomży i został. Tak naprawdę, mężczyzna od początku powinien trafić na oddział psychiatryczny łomżyńskiego szpitala, gdzie byłby leczony. W tym czasie zorganizowane zostałyby dla niego dokumenty, po czym mógłby wrócić do siebie. Tak się jednak nie stało, bo nikt tak naprawdę oprócz naszego rozmówcy i kilku innych osób nie był zainteresowany zaangażowaniem się w pomoc obcemu człowiekowi! Przede wszystkim żadna instytucja!

Reklama

Na szczęście w Łomży znalazły się życzliwe osoby, które na zmianę zajęły się chorym, pozwalały nocować u siebie w domach, karmiły.

- Ja zająłem się w tym czasie sprawą dokumentów dla Denisa, bo tak miał on na imię. Dogadałem się z panią Małgosią Kułagą z MOPS-u, która w imieniu tej instytucji wystąpiła o wydanie dokumentów.

Sytuacja się jednak nieco skomplikowała, ponieważ u Denisa, któremu zaczęło się nieco lepiej powodzić, odezwała się jego choroba. Zaczął robić się "niesforny", wychodził w nocy, robił różne niepokojące rzeczy w mieszkaniu. Udało się co prawda załatwić wizytę u lekarza, który wypisał mu leki, dzięki czemu nieco się uspokoił. Mimo to zaczął się dopominać, żeby go zawieźć do domu, zaczął się robić nieco agresywny. Spowodowało to, że u ludzi, którzy mu pomagali pojawiła się obawa jak to będzie dalej wyglądało. W tej sytuacji nasz rozmówca zdecydował się zawieźć Denisa na Łotwę pomimo braku dokumentów. Razem z kolegą Pawłem, który ostatnio zajmował się Łotyszem, wsiedli w samochód i zawieźli Łotysza do domu.

Reklama

- Na początku mieliśmy z nim trochę problemów w samochodzie. Trochę stresu mnie to kosztowało, bo jadąc nocą przy kiepskiej pogodzie miałem za plecami chorego psychicznie człowieka, któremu w każdym momencie może przyjść do głowy coś zupełnie nieoczekiwanego. Jednak po ostrej reprymendzie i groźbie, że zostanie wysadzony z samochodu i będzie szedł do domu piechotą, uspokoił się i szczęśliwie dojechaliśmy na miejsce - opowiada pan Marcin.

Okazało się, że miejscowość w której mieszka Łotysz to malutka wioska licząca zaledwie kilka domów, gdzie piszczy bieda, nie ma pracy, a rodzina żyje z jednej emerytury babci Denisa. Widząc jak to wygląda na miejscu nasz rozmówca stanowczo odmówił przyjęcia jakichkolwiek pieniędzy za transport, które rodzina chciała pożyczyć i zwrócić koszty.

Reklama

Cała ta historia wydarzyła się w Łomży i Zambrowie kilka tygodni temu. Co by się stało, gdyby na drodze Denisa nie znaleźli się ludzie, którzy pomogli mu szczęśliwie ją zakończyć? Czy rzeczywiście Policja nie mogła zająć się pomocą człowiekowi? Czy naprawdę musiała czekać, aż złamie on prawo? A co by się stało, gdyby nie był to drobny wybryk tylko coś poważniejszego? Przecież po człowieku, który jest chory na tak poważną chorobę psychiczną i jej nie leczy, można spodziewać się dosłownie wszystkiego. Mógłby chociażby zrobić komuś krzywdę.

- Największy problem mam właśnie z łomżyńską Policją, bo gdyby w odpowiednim czasie zareagowała na moje prośby, najprawdopodobniej nigdy nie doszłoby do żadnego przestępstwa i człowiek nie wszedłby w kolizję z polskim prawem tylko bezpiecznie wrócił do domu - mówi pan Marcin.

Reklama

Wszystko skończyło się szczęśliwie, jednak sprawa ta pokazuje niemoc polskich instytucji, które powołane są do odpowiednich działań w podobnych sytuacjach. Zwłaszcza może to niepokoić w obliczu spodziewanej fali uchodźców, którzy już teraz na teren Polski przedostają się również nielegalnie. Nie mamy tu na myśli tych, którzy mają trafić do naszego kraju pod nadzorem i zostać umieszczeni w ośrodkach i innych miejscach, a raczej tych, którzy znajdą się tu nielegalnie. Jak widać nie ma żadnego systemu reakcji na obecność takich ludzi i pomoc im. Jeśli nie mają dokumentów i nie wiadomo z jakiego kraju wjechali do Polski, nie można ich nawet nigdzie odesłać. Służby takie jak Policja odpychają natomiast problem od siebie. Okazało się również, że zwykli ludzie wcale nie zieją nienawiścią do obcych, a mają w sobie dużo empatii i potrafią zorganizować się do pomocy. Tylko czy jest to ich rola?

Poniżej zdjęcia przedstawające rodzinny dom Denisa na Łotwie!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama