Dwa kontenery, pół miliona złotych ze zrzutek i mur nie do przebicia. W Jedwabnem otwarto dziś „Centrum informacyjne prawdy o niemieckiej zbrodni”. To nie jest muzeum, jakie znamy z dużych miast. To raczej barykada postawiona w samym centrum sporu o historię. Sumliński, dziennikarz śledczy i autor książek o Jedwabnem, nie kryje, że to jego „pole bitwy”. Bitwy o to, czy Polacy przejdą do historii jako naziści, czy jako ofiary.
Wszystko zaczęło się w Wielką Sobotę, kiedy na działkę obok pomnika ofiar wjechał dźwig i stanęły kontenery. Dziś, podczas otwarcia, Sumliński tłumaczył, dlaczego musiały stanąć.
– Z Jedwabnego zrobiono mit rzekomego polskiego nazizmu. W Stanach mówią: „Pojedźcie do polskich obozów w Auschwitz i do Jedwabnego”. To świadoma narracja budowania kłamstwa – mówił dziś do zgromadzonych. Przekonywał, że walka idzie o przyszłość naszych dzieci: czy będą płacić za „niepopełnione winy” i czy będą się wstydzić własnej spuścizny.
Reklama
Sumliński wyliczał: na projekt wydali już ponad pół miliona złotych. Ze zrzutki przyszło 400 tysięcy, resztę – jak twierdzi – dołożyli z własnej kieszeni. To była bezpośrednia odpowiedź na teksty dziennikarzy, m.in. z WP czy Wyborczej, którzy sugerowali, że żadne kontenery tu nie staną, a pieniądze ze zbiórki mogą zniknąć.
– Proszę bardzo, nie stanęły? Stoją – ucinał Sumliński.
Głównym motywem dzisiejszych wystąpień była jednak ziemia. A konkretnie to, co pod nią. Zdaniem inicjatorów Centrum, jedynym sposobem na zakończenie sporu jest pełna ekshumacja, którą przerwano w 2001 roku. Sumliński nie szczędził mocnych słów pod adresem rabina Michaela Schudricha i środowisk żydowskich, oskarżając ich o blokowanie badań pod pretekstem religijnym.
– Prawda jest zakopana tutaj. Domagamy się międzynarodowej komisji. To miejsce ma być wyrzutem sumienia dla polityków, którzy dali sobie zamknąć usta – grzmiał pod pawilonami.
Cytował przy tym żydowskich kronikarzy: Ringelbluma, Czerniakowa, Makowera. Twierdzi, że używa ich własnych świadectw, by pokazać „symbiozę z Niemcami” w pierwszym etapie wojny, za co – jak mówi – jest dziś ciągany po prokuraturach pod zarzutem antysemityzmu.
Na razie Centrum to głównie symbol. Ale od maja ma się tu zacząć regularny ruch. Plan są ambitne: weekendowe spotkania, debaty (do których Sumliński zaprasza też stronę żydowską, choć wątpi, by ktokolwiek przyszedł), a nawet wycieczki szkolne. Dziennikarz twierdzi, że ma już zgłoszenia od kilkunastu grup nauczycieli, którzy „chcą poznać inną wersję historii”, choć boją się reakcji kuratoriów.
Choć IPN w oficjalnych dokumentach od lat powtarza, że 10 lipca 1941 roku to polscy sąsiedzi, podjudzeni przez Niemców, zapędzili Żydów do stodoły, Sumliński nie bierze tych ustaleń za dobrą monetę. Dla niego odwiedzajacych dziś te miejsce, to po prostu „kłamstwo jedwabieńskie”.
Dzisiejsze emocje pod nowymi pawilonami wyciszyła na koniec polowa msza święta.