Na 25 lat pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Łomży Beatę Z., winną śmieci pięciorga swoich dzieci. Sąd nie wziął pod uwagę żądań obrończyni Beaty Z., mecenas Edyty Tawrel, która na ławie oskarżonych widziałaby raczej "wierzących i rząd", a dla swojej klientki chciała uniewinnienia. Nie zgodził się też z oczekiwaniami prokuratora, który wnioskował o ukaranie kobiety dożywotnim pozbawieniem wolności.
Mecenas Edyta Tawrel w mowie końcowej przekonywała, że wszystkie zarzuty postawione jej klientce, 43-letniej Beacie Z., opierają się jedynie na zeznaniach, w postępowaniu zabrakło zaś materiału dowodowego.
Na ławie oskarżonych widziałaby polski rząd, który "powołuje służby, które nie pomagają osobom nieprzystosowanym" oraz osoby wierzące. Jej zdaniem, Beata Z. zdecydowała się na ukrycie zwłok dzieci (dwa ciała znaleziono w piwnicy, dwa na strychu domu, jedno dziecko zostało utopione w zbiorniku wodnym niedaleko domu- przyp. red.) dlatego, że ksiądz za pochówek żądałby pieniędzy, których kobieta nie miała.
Sama oskarżona, podobnie jak jej obrończyni, poprosiła sąd o uniewinnienie i umożliwienie powrotu do dzieci.
Prokurator Janusz Sobieski z Prokuratury Okręgowej w Łomży wątpliwości co do materiału dowodowego nie miał.
- Materiał dowodowy uprawnia, a wręcz zobowiązuje do tego, aby zapadł wyrok skazujący- mówił w swoim końcowym wystąpieniu. Prokurator przekonywał, że Beata Z.działała z premedytacją, miała pełną świadomość swojego postępowania, a w trakcie procesu zmieniała swoje zeznania. Zażądał dla kobiety najwyższego wymiary kary- dożywocia.
Sędzia Jan Leszczewski nie podzielił w pełni opinii stron. Za każde z zabitych dzieci wymierzył oskarżonej karę 25 lat więzienia, ustalając jednocześnie łączny wymiar kary na takim samym poziomie. Zwolnił Beatę Z. z konieczności uiszczenia kosztów procesowych.
- W życiu każdego człowieka obecne są dobre i złe wydarzenia. Nie ulega wątpliwości, że w przypadku Beaty Z. tych złych było znacznie więcej- mówił podczas uzasadnienia wyroku sędzia Jan Leszczewski.
Przewodniczący składu sędziowskiego dokładnie przytoczył dzieje życia kobiety: nieudany związek z mężem, doświadczanie przemocy, roztrwonienie przez męża majątku, związek z wieloletnim konkubentem. Nawet te najtrudniejsze wydarzenia w żaden sposób nie mogły jednak usprawiedliwić świadomej decyzji o pozostawieniu czwórki swoich dzieci na nieuniknioną śmierć z głodu i zimna oraz własnoręcznego odebrania życia piątemu- utopionemu- dziecku.
Zarówno prokurator jak i obrona zapowiedzieli złożenie apelacji od wyroku.
Ostatecznie, Beata Z. została uznana winną pozbawienia życia pięciorga swoich dzieci: trzech chłopców i dwóch dziewczynek. Dzieci urodziła w 2000, 2003, 2008, 2010 i 2012 roku. Sprawa wyszła na jaw jesienią 2012 roku, kiedy szczątki czworga dzieci zostały znalezione w domu kobiety, w Hipolitowie. Od tamtej pory 43-latka tymczasowo przebywała w areszcie, co zostanie jej zaliczone na poczet wymierzonej dziś kary.