Reklama

Firma zostawiła człowieka na mrozie. Miał spędzić na dworze trzecią dobę- VIDEO

21/12/2012 07:56

Mirosław Wawrzyniak ze Słupska, kierowca busa transportującego towar z Niemiec na Litwę, utknął pod Łomżą. Kilka kilometrów za miastem mężczyźnie zepsuł się samochód. Firma, dla której wykonywał zlecenie, odmówiła przesłania pieniędzy na naprawę auta. Własnych środków pan Mirosław też nie miał. Na mrozie, w nieogrzewanym samochodzie, miał spędzić trzecią dobę. Wczoraj wieczorem dostaliśmy od jego żony rozpaczliwego sms-a z prośbą o pomoc.

"Mój mąż od wczoraj od godziny 03.00 w nocy przebywa w samochodzie, który nie jest ogrzewany. Szef firmy lekceważy sobie tę sprawę. Mój mąż tam zamarza. Proszę, zróbcie coś, pomóżcie nam (...) mój mąż jest bez środków do życia, w samochodzie zamarzła woda... Proszę, pomóżcie mi"- napisała w sms zrozpaczona żona pana Mirosława.

Mężczyznę, zgodnie z zapewnieniami jego żony, znaleźliśmy w samochodzie na parkingu przy dawnym budynku rejonu energetycznego, przy ul. Polowej. Zmarznięty i zdesperowany, opowiedział nam o całej sytuacji.

Mirosław Wawrzyniak jazdą zarabia na życie od 16 lat. Jeździł ciężarówkami i busami po całej Europie. Kilka tygodni temu skończył dotychczasowe zlecenia i odpowiedział na ogłoszenie jednej z firm spedycyjnych, która szukała kierowcy.

- Tygodniowa trasa z Niemiec na Litwę miała być sprawdzianem. Jeśli wszystko byłoby dobrze, od nowego roku firma miała podpisać ze mną umowę o pracę- mówi pan Mirosław. - Niestety, w trasie samochód, który prowadziłem, zaczął się psuć. Pierwsze sygnały przekazałem firmie jeszcze jadąc autostradą w Niemczech. Przejechałem prawie całą Polskę. Kilka kilometrów za Łomżą samochód stanął- relacjonuje.

Do najbliższego warsztatu mechanicznego peugeota pana Mirosława przyholował uczynny kierowca. Okazało się, że w samochodzie przede wszystkim trzeba wymienić rozrusznik. Mechanik, rezygnując z
wynagrodzenia, chciał wykonać naprawę jedynie za zwrot kosztów części- 500 złotych.

- Firma odmówiła przelania pieniędzy za naprawę. Zostałem poinformowany, że z Miastka (woj. pomorskie- przyp. red.) przyjedzie drugi kierowca, który na lince będzie holował samochód do siedziby firmy. Taki sposób holowania auta, niepalącego, z niesprawnym wspomaganiem kierownicy i hamulcami, jest niedopuszczalny! Ja mam żonę, dzieci- mam dla kogo żyć!- opisuje kierowca.

Czekając na pomoc z firmy, w której był zatrudniony, Mirosław Wawrzyniak szykował się do spędzenia w temperaturze ok. - 13 st. C trzeciej doby. Na szczęście z pomocą mężczyźnie pospieszył prezes PKS w Łomży, Adam Wykowski. Mimo późnej pory (ok.godz. 21.00), odebrał od nas telefon i zapewnił, że pan Mirosław znajdzie w hotelu PKS bezpłatny nocleg. Dzięki pomocy PKS kierowca mógł spędzić minioną noc w ciepłym pokoju.

Rano otrzymaliśmy informację, że w ok. godz. 03.00 w nocy kolejny kierowca firmy przyjechał do Łomży zastępczym samochodem. Wspólnie z panem Mirosławem przepakowali towar.

- Pan Wawrzyniak miał razem z tym kierowcą pojechać oddać towar i wrócić do Miastka. Dostawa towaru jest dla nas priorytetem, za każdy dzień opóźnienia naliczane są kary. Odbiorcę nie interesują nasze problemy techniczne, towar musi dotrzeć- dowiedzieliśmy się w firmie, która zatrudniła mężczyznę. - Po oddaniu ładunku, obaj kierowcy mieli wrócić do domu.

Kierowca przedstawia tę sprawę zupełnie inaczej.

- Przeładowaliśmy towar. Niestety, nie mogłem zabrać się z kierowcą, bo ten... nie miał dla mnie miejsca w szoferce. W trasę zabrał rodzinę- żonę i córkę- mówi Mirosław Wawrzyniak.

Sprawa transportu mężczyzny do rodzinnego Słupska pozostaje ciągle nierozwiązana. Pan Mirosław nie ma pieniędzy na wykupienie biletu PKS. Firma, w której jest zatrudniony, odmówiła udzielania dalszej pomocy mężczyźnie.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości