Jacek Żalek - poseł na Sejm VI, VII i VIII kadencji od pewnego czasu mieszka w Łomży, a dokładnie w swoim rodzinnym domu znajdującym się tuż przy wieży ciśnień. To właśnie w grodzie nad Narwią mieszkali dziadkowie parlamentarzysty, a jego rodzice uczęszczali do liceum im. Tadeusza Kościuszki.
Red.: Podobno coraz częściej można Pana spotkać w Łomży?
Jacek Żalek: To prawda. Od pewnego czasu mieszkam w Łomży. W tym roku urodził się mój syn Ignacy i razem z żoną Justyną zamieszkaliśmy w moim rodzinnym domu. To dom przy wieży ciśnień, z ogrodem ze starymi drzewami orzechów i jabłoni. Wiąże się z nim wiele wspomnień z dzieciństwa.
Red.: Czy to również wspomnienie dzieciństwa u dziadków?
Jacek Żalek: Mieszkali w Łomży moi dziadkowie ze strony mamy i taty. Moi rodzice w Łomży uczęszczali do najstarszego łomżyńskiego liceum im. Tadeusza Kościuszki. Zresztą losy mojej rodziny są z Łomżą związane od bardzo dawna, to długa historia…
Red.: Proszę uchylić kilka faktów z rodzinnej przeszłości.
Jacek Żalek: 155 lat temu moja rodzina za udział w powstaniu styczniowym została zesłana na Sybir, a ich majątek, na pograniczu dzisiejszych powiatów kolneńskiego i grajewskiego, w ówczesnej parafii w Wąsoszu, został skonfiskowany przez zaborców. Z tamtych czasów, na łomżyńskim cmentarzu katedralnym, zachował się jeden z najstarszych pomników należący do moich przodków.
Red.: Rozumiem, że Łomża okazała się gościnna dla ofiar zaborców?
Jacek Żalek: Tak, to prawda. Sto lat temu, dokładnie w 1919 roku mój pradziadek Władysław Żalek, założyciel pierwszego sklepu kolonialnego w Łomży (odpowiednik dzisiejszych delikatesów) - z ramienia stronnictwa narodowego Romana Dmowskiego został wybrany do pierwszej Rady Miasta Łomży po odzyskaniu niepodległość przez Polskę.
Red.: Czyli narodowe tradycje są Panu posłowi bliskie?
Jacek Żalek: Wychowywałem się w zgodnym splocie dwóch patriotycznych tradycji: narodowej i niepodległościowej. Moja babcia Leokadia ze strony mojej mamy kończyła w Warszawie renomowaną szkołę, gdzie odbywały się prywatne spotkania z Naczelnikiem Państwa Józefem Piłsudskim. Tak oto, po mieczu były to tradycje współpracy z Romanem Dmowskim, a po kądzieli sympatie do marszałka i obozu sanacji. Dwóch ojców polskiej niepodległości. Dwie wizje Polski - w naszej rodzinie połączone wielką miłością do ojczyzny.
Red.: Kolejne pokolenie pańskich przodków też działało w grodzie nad Narwią?
Jacek Żalek: 75 lat temu mój dziadek Aleksander, ojciec mojej mamy - przedwojenny sędzia - po II Wojnie Światowej założył w Łomży sąd powszechny. Zrezygnował z kierowania sądem, kiedy władze PRL wprowadziły w Polsce dekretem stalinowski wymiar sprawiedliwości. W geście sprzeciwu odszedł z zawodu sędziego i do śmierci prowadził najlepszą w Łomży kancelarię adwokacką prawa cywilnego. W ramach represji za odmowę szkolenia na sędziów działaczy reżymu komunistycznego do mieszkania naszej rodziny na ul. Długiej w Łomży dokwaterowanego funkcjonariusza UB i uniemożliwiono dziadkowi otworzenie przewodu doktorskiego.
Red.: To ciemne karty naszej historii. A pańskie ulubione miejsce w Łomży to…?
Jacek Żalek: Malownicza ulica Dworna. To tam, na rogu z ul. Krótką w istniejącej kamienicy z 1912 roku znajdował się sklep kolonialny pradziadka. To tam dziadek zakładał pierwszy po wojnie sąd. To tam, na rogu z ul. Sadową, w początkach lat 70-tych, w istniejącej do dzisiaj księgarni zakochali się moi rodzice, oboje studenci medycyny z Białegostoku i Gdańska.
Red.: Piękne wspomnienia. I wreszcie Pan powrócił do Łomży.
Jacek Żalek: Tak naprawdę nigdy z niej nie wyjechałem na zawsze. Od ponad dwóch dekad żyję i pracuję miedzy Białymstokiem, Łomżą i Warszawą.