Dziś mija równe 10. lat od chwili wyświetlenia pierwszego odcinka "M jak miłość". Dla niezorientowanych- to serial, który podobno bije wszelkie rekordy popularności, chociaż.... jest znacznie nudniejszy, niż zwykłe, szare, codzienne, NASZE życie.
Na początku był "Labirynt"- nowość, która przyciągała do telewizorów równie mocno, jak "Dynastia". Potem tysiące podróbek, przeróbek, inspiracji. 4. listopada 2000 roku na ekranach zagościł zaś serial "M jak miłość". Trwa tak sobie nieprzerwanie od 10. lat, a wątki miłości, zdrady, romansu, porzucenia, rozwodu, nienawiści pojawiają się i znikają, dotykając każdego bohatera. Niejeden z telewidzów może szczerze podziękować sile wyższej, że jego życie przy tym, jakie prowadzą bohaterowie serialowi, to istna oaza spokoju.
Niestety, taki sam serial, aż do złudzenia (i znudzenia) przypomina łomżyńskie życie polityczne. Bohaterowie, jak w "M jak miłość", starzeją się, zdradzają swoje sympatie i poglądy, pałają miłością do nowych ugrupowań, idei i koterii... Listy wystawione na najbliższe wybory świadczą o tym aż za dobrze.
W ponad 60-tysięcznym mieście nie pojawił się nikt nowy, kto miałby chęć i wiedzę, jak Łomżę poprowadzić i zmienić. Są za to kandydaci do Rady Miasta, którzy funkcję tę sprawują "od zawsze", kandydaci na urząd prezydenta, którzy mimo dojrzałego wieku, nie wykazali się niczym szczególnym...
Ja, w jednoosobowym proteście przeciw traktowaniu telewidzów jak przygłupków, odłączyłam w domu telewizję. Niestety, z życia wyłączyć się nie da. Nawet, jeśli zdecydujemy nie iść na wybory, i tak ktoś wygra, a nasza jakość życia w mniejszym lub większym stopniu będzie uzależniona od decyzji, które będzie podejmował. I bądź tu mądry, człowieku.