Wysokie Mazowieckie, Ostrołęka, Białystok, Ciechanów to tylko niektóre miejscowości, z których przyjechali do Łomży na dzisiejszy Jarmark Kolekcjonerski wystawcy przeróżnych przedmiotów. Oczywiście nie licząc tych z Łomży. Niestety, choć wystawcy dopisali, to nie można tego samego powiedzieć o klientach, których ze świecą szukać dziś na Starym Rynku.
- Od rana udało mi się sprzedać jedną rzecz, dzięki czemu zwróci mi się koszt dojazdu w jedną stronę. Może sprzedam jeszcze coś, by zarobić na paliwo na powrót do domu - mówi kilkanaście minut po 12.00 jeden z wystawców, który z okolic Wysokiego Mazowieckiego pokonał nie tak znowu wiele, bo około 50 kilometrów. - Ruchu nie ma prawie wcale, nawet oglądających jest mało - dodaje.
Mężczyzna jest kolekcjonerem przeróżnych "staroci".
- Zbieram różne stare rzeczy. Na przykład te samowary. Jak dostanę lepsze egzemplarze, w lepszym stanie, to pozbywam się tych słabszych. Tak moja kolekcja staje się coraz bardziej wartościowa - tłumaczy i pokazuje dość unikalny przedmiot, jaki ma dziś na sprzedaż czyli starą, arabską papierośnicę.
Mercedesem z 1932 roku przyjechał z Ostrołęki kolejny z wystawców. Mercedes jest prawdziwym zabytkiem, ale mężczyzna bez problemu dojechał nim do Łomży.
- Samochód jest na chodzie. Silnik ma ponad pięć litrów pojemności i nawet nie chcę myśleć ile pali. Na szczęście nie jeździ się nim na codzień - opowiada.
Kilka minut po 12.00 na Starym Rynku zaczął padać ciepły, wiosenny deszcz. Na większości wystawców nie zrobiło to wrażenia, ale niektórzy zaczęli pakować swoje eksponaty z obawy przed zniszczeniem. Czy wyjmą je jeszcze dzisiaj, czy raczej dokończą pakowanie pozostałych i wyjadą?
- Dla mnie jest to pierwszy przyjazd do Łomży i raczej ostatni - mówi wystawca z okolic Białegostoku, który przywiózł m.in. stylową sofę.
- Nie wiem jak inni, ale wolę pojechać do Warszawy, gdzie zawsze coś sprzedam i przynajmniej nie dołożę do interesu - przyznaje inny.
Wydaje się, że tego i innego rodzaju jarmarki nie są złym pomysłem, ale brakuje czegoś jeszcze, co mogłoby przyciągnąć na starówkę mieszkańców. Sam przyjazd wystawców proponujących zakup swoich towarów, to najwyraźniej za mało. Jeśli takie wydarzenia mają być organizowane z sukcesem, muszą być robione z większym rozmachem. Dotyczy to nie tylko dzisiejszego Jarmarku Kolekcjonerskiego, o którym można powiedzieć, że "pierwsze koty za płoty", ale także cyklicznie organizowanych już drugi sezon na Starym Rynku jarmarków, które również nie cieszą się wielkim zainteresowaniem.