Każdy mieszkaniec Łomży wie doskonale do kogo "należy" ławeczka przy ul. Farnej. Wykonana i postawiona została ku pamięci sławnej łomżynianki Hanki Bielickiej. Firma z Trójmiasta jednak twierdzi, że jest to ławeczka Ireny Kwiatkowskiej i tak próbuje "promować" w Polsce naszą Łomżę.
Magnes na lodówkę, to dość typowy gadżet reklamowo-promocyjny. Taki właśnie gadżet, mający rzekomo promować Łomżę, trafił do Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej. Jak mówi wiceprezes Towarzystwa Wawrzyniec Kłosiński, przyniosła go jedna z pań, która otrzymała dziwny przedmiot gratis jako ciekawostkę w jednym z punktów handlowych w Łomży.
Widzimy na nim połączone trzy zdjęcia: ratusza, Starego Rynku i ławeczki. Wszystko razem łączy na środku herb. I wszystko byłoby świetnie gdyby nie pewne "nieścisłości", które dla prawdziwych łomżyniaków są niemal jak bluźnierstwo. Fakt, że Stary Rynek nazwany został po prostu "Rynkiem" można jeszcze jakoś przeżyć. Dalej jest jednak znacznie gorzej. Ławeczka, postawiona na pamiątkę Hanki Bielickiej podpisana została jako "Ławeczka Ireny Kwiatkowskiej"! Cóż, obie Panie zapewne świetnie się znały, a może nawet i lubiły, ale nieodżałowana Irena Kwiatkowska nie miała raczej wiele wspólnego z naszym miastem, a już na pewno nie ma w Łomży swojej ławeczki. Natomiast to, co widzimy centralnie na środku magnesu powoduje, że nie wiadomo: śmiać się czy złościć? Jest to bowiem herb. Ale nie ten łomżyński, z jeleniem skaczącym przez kamienie, tylko z bobrem pogryzającym drzewo. Taki wizerunek do niedawna miał herb Gminy Łomża, ale on też już został zmieniony. Reasumując więc Łomża jest promowana jako miasto z ratuszem, rynkiem, podgryzającym drzewa gryzoniem i ławeczką Ireny Kwiatkowskiej!
Nasza redakcja podjęła próbę ustalenia kto jest producentem tego "wspaniałego" gadżetu. Skontaktowaliśmy się z właścicielem Saloniku Prasowego przy ul. Dwornej 4 w Łomży, bo to od niego magnes trafił do TPZŁ. Jak się dowiedzieliśmy, jakiś czas temu sklepik odwiedził przedstawiciel handlowy jednej z firm z Trójmiasta, sprzedający m.in. "pamiątki z Łomży". Łomżyński salonik nie zakupił żadnych pamiątek, ale przedstawiciel zostawił "na zachętę" pewną ilość opisywanych magnesów. Po bliższym przyjrzeniu się i stwierdzeniu, co ten przedmiot przedstawia, właściciele saloniku postanowili wręczać go swoim stałym klientom jako swego rodzaju "ciekawostkę". Bo i rzeczywiście jest to rzecz wyjątkowa. Jak podkreśla właściciel, nie sprzedał ani jednej sztuki, a przy każdej podarowanej od razu zaznacza i pokazuje co z tym gadżetem jest nie tak. Niestety, na tym ślad się urywa, ponieważ przedstawiciel był w tym punkcie po raz pierwszy, nic nie sprzedał, więc nie zostawił żadnej faktury, a nazwy firmy właściciel saloniku nie zapamiętał. A szkoda, bo chętnie zadalibyśmy kilka pytań producentowi...
- Próbowałem ustalić producenta tego dziwoląga. Na razie bezskutecznie. Mam zatem prośbę: jeśli ktokolwiek z Was wpadnie na trop tego - pożal się Boże - wydawcy - dajcie natychmiast znać!!! Takie skandale nie mogą umknąć bezkarnie. Mam nadzieję, że także Ratusz nie przymknie na to oczu! - napisał Wawrzyniec Kłosiński na swoim facebookowym profilu.
Przyłączamy się do tej prośby. Być może ów przedstawiciel pojawił się również w innych punktach handlowych w mieście, co jest bardzo prawdopodobne i może ktoś zapamiętał nazwę firmy przez niego reprezentowanej. Jeśli tak, prosimy bardzo o kontakt na adres redakcja@mylomza.pl. My również jesteśmy zdania, że nie należy tak tego zostawić.