Od czasu do czasu nasi nieocenieni czytelnicy zwracają uwagę na różne bulwersujące sprawy. Jedną z nich opisał nam dzisiaj pan Adam z Łomży, który postanowił skorzystać z możliwości, jakie daje świeżo uruchomiona, nowoczesna platforma eBOK PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Jeśli nie jest to jednostkowy przypadek, to chluby największemu polskiemu dostawcy prądu raczej nie przynosi...
Zacznijmy od tego, że od dziś każdy odbiorca energii z PGE może korzystać z nowego elektronicznego Biura Obsługi Klienta. Jak chwali się firma w swoich komunikatach, eBOK PGE zastąpił kilka dotychczasowych systemów, zyskał świeży wygląd i innowacyjne funkcjonalności, takie jak połączenie z Facebookiem i Google+, a także możliwość zarządzania kilkoma kontami rozrachunkowymi jednocześnie.
eBOK, czyli elektroniczne Biuro Obsługi Klienta, to system pozwalający każdemu klientowi w dogodnym dla niego miejscu i czasie zweryfikować stan rozliczenia energii elektrycznej, sprawdzić aktualne saldo, wskazania licznika, a także przedłużyć lub wybrać nową ofertę. Klienci mogą również dokonywać płatności elektronicznych, a także skorzystać z usługi PGE eFaktura, dzięki której będą otrzymywać fakturę na wskazany adres mailowy.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Pan Adam, jako dość młody jeszcze człowiek, chętnie korzysta z tego rodzaju możliwości i ucieszył się, że teraz również wszelkie sprawy związane zakupem energii będzie mógł załatwiać siedząc wygodnie przed ekranem swojego komputera. W tym celu wszedł na podaną przez PGE stronę internetową ebok.gkpge.pl, by założyć tam konto i po zalogowaniu powiązać to konto ze swoim kontem klienckim w PGE, co miało dać mu dostęp do wszelkich informacji i inne możliwości, o których informuje firma.
- Wszystko szło sprawnie. Założyłem konto, potwierdziłem adres e-mail, zalogowałem się i podałem wszystkie wymagane dane do powiązania konta na stronie z kontem w systemie PGE. Trochę zdziwiła mnie informacja, że weryfikacja tego ma trwać do 24 godzin, a nie on-line, ale uznałem, że 24 godziny jeszcze przeżyję - opowiada nasz czytelnik.
Po chwili jednak na jego skrzynkę pocztową dotarła kolejna automatyczna wiadomość. Tym razem jednak nie było ona pomyślna, bo był to komunikat o treści:
"Informujemy, że nie udało się utworzyć powiązania profilu eBOK z kontem rozliczeniowym o numerze: XXXXXXXX.
Jeśli numer konta rozliczeniowego, które próbujesz powiązać rozpoczyna się od cyfry zero ("0") prosimy przy ponownej próbie wiązania tego konta z profilem eBOK o wpisanie numeru konta rozliczeniowego z pominięciem zera na początku.
Aby uzyskać więcej informacji proszę skontaktować się z centrum obsługi klientów 422 222 298, czynnym od poniedziałku do piątku w godzinach 7:00 - 19:00."
Ponieważ w numerze pana Adama nie ma żadnego zera, ani na początku, ani w trakcie, ani też na końcu, postanowił od ręki zadzwonić na podany numer telefonu.
- Po prostu, jeśli zaczynam coś robić, to lubię to doprowadzić do końca - komentuje czytelnik i opisuje swoją rozmowę z miłą panią na infolinii.
W skrócie okazało się, że kont pana Adama system nie mógł powiązać ze względu na to, że nie był w stanie zweryfikować numeru PESEL. Dlaczego? System PGE nie zawiera po prostu tego identyfikatora, a system eBOK wymaga jego podania przy powiązaniu kont. Według pani z infolinii problem ten można łatwo rozwiązać przesyłając na podany przez nią adres e-mail skan dowodu osobistego lub idąc z dokumentem do stacjonarnego biura PGE i tam uzupełniając brakujące dane.
Pomijamy tu kwestię bezpieczeństwa przy przesyłaniu skanu dowodu osobistego zwykłą pocztą email, bo jeśli ktoś lubi dmuchać na zimne, to chcąc korzystać z udogodnień może wybrać się jednorazowo do biura stacjonarnego i tam podać brakujące dane. Tym, co najbardziej zbulwersowało naszego czytelnika jest informacja, jaką usłyszał zaraz potem.
- Kiedy zapytałem jak długo potrwa wprowadzenie numeru PESEL do systemu, weryfikacja danych i kiedy będzie możliwość powiązania kont, spodziewałem się odpowiedzi, że od ręki, ewentualnie kilka, maksymalnie do 24 godzin. To co usłyszałem zbiło mnie z nóg. Trzy tygodnie! A właściwie do trzech tygodni, żeby być precyzyjnym - mówi pan Adam.
Jak zwraca uwagę nasz czytelnik, na pytanie czy jego przypadek jest wyjątkiem, pani odpowiedziała, że chociaż to pierwszy dzień, to ona sama miała już więcej takich telefonów. Co będzie w kolejnych dniach? Niestety, nie udało nam się skontaktować telefonicznie z rzecznikiem prasowym PGE, żeby dowiedzieć się o skalę problemu i sposób jego rozwiązania przez firmę.