Poszukiwany przez policję 3-letni Oliwier, którego ojciec odebrał matce wbrew postanowieniu sądu i po ponad roku ukrywania wywiózł do Szwajcarii, po trzech tygodniach trafił pod opiekę matki i wrócił z nią do domu. To jednak jeszcze nie jest koniec tej sprawy, bo ojciec dziecka nie zamierza się poddawać.
Choć Paweł Chądzyński przebywa jeszcze w Szwajcarii, gdzie został zatrzymany przez tamtejszą policję i bezpośrednie nawiązanie z nim kontaktu nie jest możliwe, udało nam się porozmawiać z mężczyzną, od którego przez ponad rok ojciec Oliwiera wynajmował mieszkanie, a który obecnie dysponuje chyba największą wiedzą o całej sprawie z punktu widzenia ojca. Jak się okazuje, niektóre sprawy wyglądają nieco inaczej niż to prezentuje większość mediów. Począwszy od takich szczegółów, jak sposób zatrzymania Pawła Chądzyńskiego z synem w Zurichu, poprzez działania w tej sprawie policji i prokuratury, a skończywszy na pracy sądu.
- Jestem w stałym kontakcie z adwokatem panem R.Wiedler Friedman z Zurichu w Szwajcarii i posiadam wgląd do dokumentacji procesowej - informuje Zenon Nowak i przekazuje zupełnie inną wersję wydarzeń związanych z "rozponaniem i zatrzymaniem Pawła Chądzyńskiego i Oliwiera na dworcu w Zurichu".
Jak wynika z jego relacji, Paweł Chądzyński wraz ze swoim synkiem Oliwierem przybył do Zurichu w dniu 25.08.2015 roku pociągiem. Na dworcu kolejowym spotkał patrol policyjny i zwrócił się do policjantów z prośbą, że chce poprosić o azyl. Został doprowadzony do placówki policyjnej. Tam też zostało potwierdzone, że Oliwier istnieje zarejestrowany w systemie SIS obsługiwany przez ITAKA w Polsce, jako dziecko zaginione . Paweł Chądzyński nie był poszukiwany listem gończym przez Interpol jak podały media piszące w języku polskim. W dniu 17.09.2015 odbyło się posiedzenie w Sądzie Okręgowym Kantonu Zurich II wydział cywilny dotyczące powrotu Oliwiera do Polski. Jednocześnie Paweł Chądzyński złożył wniosek o przyznanie azylu dla siebie i synka Oliwiera.
Fragment wniosku o azyl przedstawiamy wśród dokumentów pod artykułem za zgodą Pawła Chądzyńskiego.
- Mam nadzieję, że Pawłowi uda się tu nie wrócić, bo tu czeka go więzienie za miłość i troskę o dziecko - mówi nasz rozmówca, który swoich danych woli nie podawać publicznie. - Ja również mam duże kłopoty w związku z tą sprawą - tłumaczy.
Paweł Chądzyński tłumaczy wywiezienie i ukrycie dziecka tym, że było ono bite przez matkę, Na potwierdzenie tych słów udostępnia wynik obdukcji wykonanej przez lekarza sądowego, której ani prokuratura, ani sąd nie wzięły pod uwagę. Według ojca matka znęcała się nie tylko nad ich wspólnym synem, dwuletnim wówczas Oliwierem, ale także nad swoją starszą córką. Jak twierdzi mężczyzna i widać to w dokumentach, pani Beata sama się do tego przyznała i nawet odbyła terapię.
- Po kilku spotkania niby wszystko ma już być w porządku i cała agresją została z niej "wyrzucona"? Nie wierzę, choć prokuratura przyjęła to za dobrą monetę - mówi nasz rozmówca.
Dziwne wydaje się w tej sprawie to, że ani prokuratura, ani sąd nie podjęły starań by dogłębnie wyjaśnić oskarżenia rzucane przez ojca dziecka. tym bardziej, że pierwsze sygnały o stosowaniu przez Beatę Chądzyńską przemocy wobec córki były już w 2013 roku, a więc na rok przed uprowadzeniem Oliwiera przez ojca. Tak, jakby z góry założono, że to nie możliwe.
- Tak to już jest w Polsce, że 97% takich spraw kończy się po myśli matki, a dobro dziecka utożsamiane jest z dobrem matki. Nie można matki oskarżyć, bo byłaby to rysa na wizerunku "Matki Polki" - twierdzi znajomy Pawła Chądzyńskiego.
Paweł Chądzyński, oprócz tego, że złożył wniosek o azyl w Szwajcarii, zapowiada też złożenie skargi do Europejskiego Tybunału Praw Człowieka w Strasburgu na działania polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Beata Chądzyńska, jak powiedziała w rozmowie telefonicznej, nie wychodzi z Oliwierem z domu. Nie zgodziła się też wystąpić przed kamerą, choć chcieliśmy daj jej możliwość nieskrępowanego opowiedzenia własnej wersji tej sprawy. Wersja matki jest jednak doskonale znana zarówno z innych mediów, jak też z kilku naszych przekazów, dlatego postanowiliśmy dla równowagi pokazać tym razem sprawę z punktu widzenia ojca. Niestety, nie mogliśmy skorzystać z propozycji wyjazdu do Zurichu, by tam nagrać rozmowę z Pawłem Chądzyńskim.