Jest 5:00 rano. Większość mieszkańców Łomży przewraca się jeszcze na drugi bok, ale w kuchni Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Piłsudskiego praca wre już na pełnych obrotach. Weszliśmy tam dzisiaj z kamerą, żeby przeciąć spekulacje: co dalej z jedzeniem dla pacjentów, skoro ogólnopolski program „Dobry Posiłek” oficjalnie przeszedł do historii?
W powietrzu unosi się zapach świeżych produktów, a para z wielkich elektrycznych kotłów wypełnia pomieszczenie. Agnieszka Czyż, kierownik działu żywienia, oprowadza nas między stanowiskami. Tu nie ma miejsca na przypadek. Każdy kocioł, każda patelnia elektryczna i nowoczesny piec konwekcyjny mają swoje zadanie.
– Pracę zaczynamy punkt 5:00. Od tej godziny przygotowujemy po kolei wszystkie diety, które spływają do nas z oddziałów – mówi nam Agnieszka Czyż. Nie ukrywa, że to ciężki kawałek chleba. – To jest dużo pracy. Bardzo dużo pracy. Trzeba się skupić, żeby każdą dietę przygotować indywidualnie pod pacjenta. Ale kiedy wiemy, że ludzie są zadowoleni, to nam to po prostu ułatwia robotę.
Reklama
Wiele osób wciąż kojarzy szpitalny wikt z suchą kromką chleba i kostką masła. W Łomży chcą o tym micie zapomnieć. Anna Święcka, dietetyk kliniczny, tłumaczy nam przy jednym ze stanowisk, że to, co ląduje na talerzu, to tak naprawdę część terapii.
– Żywienie kliniczne traktujemy na równi z lekami czy zabiegami. Dobrze odżywiony pacjent szybciej staje na nogi, lepiej toleruje chemię czy antybiotyki. To nie jest tylko „karmienie”, to przyspieszanie rekonwalescencji – wyjaśnia Święcka.
Skąd zamieszanie z terminami? Z końcem 2025 roku wygasł pilotaż programu „Dobry Posiłek”. W jego miejsce weszło nowe rozporządzenie Ministra Zdrowia (to słynne Dz. U. 2025 poz. 1780), które szpitale muszą wdrożyć do września. Dyrektor Dariusz Domasiewicz deklaruje jednak jasno: my nie czekamy do września, my utrzymujemy standardy już teraz.
Dla pacjenta oznacza to konkret: 6 posiłków na dobę. Śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja i – co najważniejsze – posiłek nocny, który stał się symbolem zmian w Łomży.
– Jesteśmy szpitalem trzeciego stopnia referencji i musimy się wyróżniać – mówi nam dyrektor Domasiewicz. Pytamy go o modny ostatnio catering. Tu dyrektor uśmiecha się tylko i kręci głową. – Wiadomo, cateringi są modne, ale to umowa B2B, na którą nie zawsze mamy pełny wpływ. A tutaj? Idę na kuchnię i widzę, co się dzieje. Jak trzeba coś poprawić, poprawiamy natychmiast. Poza tym, robiąc to własnymi siłami, wychodzi nam to paradoksalnie najtaniej w województwie. Mamy własną wodę, fotowoltaikę, brak pośredników. Krótki łańcuch dostaw to lepsza cena i lepszy smak.
Reklama
Jakość potraw stała się na tyle rozpoznawalna, że inne szpitale same zgłaszają się po posiłki z łomżyńskiej „produkcji”. Na koniec naszej wizyty w kuchni słyszymy od dyrektora jedno zdanie, które chyba najlepiej podsumowuje to, co zobaczyliśmy:
- Najlepsze, co nasze, bo wtedy wiem, co podajemy pacjentowi!