Ponad tydzień temu, o godzinie 6 rano, do mieszkania Arka "zapukała" Policja. Choć słowo "zapukała" nie wydaje się w tym przypadku odpowiednie, bo policjanci praktycznie "weszli z drzwiami", przy okazji niszcząc jeszcze drugie drzwi i traktując go jak groźnego bandytę. Dodatkowo "wizytę" policjantów przeżyła też sąsiadka i jej 3-letnie dziecko, bo funkcjonariusze... pomylili mieszkania!
Zadzwonił do nas Arek, który postanowił nie tylko złożyć zażalenie na działania Policji, ale także opowiedzieć ze szczegółami przed kamerą o przebiegu przeszukania jego mieszkania przez policjantów. Nie będziemy powtarzać relacji Arka, dodamy jedynie, że według naszych informacji, zebranych z nieoficjalnych źródeł, akcję zaplanowała i przeprowadziła Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku.
Zwróciliśmy się też do rzeczniczki prasowej Prokuratury Okręgowej w Łomży z prośbą o komentarz w tej sprawie. Jak stwierdziła prokurator Maria Kudyba, każda osoba, która czuje się poszkodowana może złożyć zażalenie, które rozpatrzy sąd. Prokurator nie odniosła się do tego konkretnego przypadku.
Arek, jak sam przyznaje, nie jest święty i w przeszłości był karany za różne występki. Z jego wypowiedzi wynika też, że być może także obecnie nie żyje w całkowitej zgodzie z prawem i zdaje sobie sprawę, że może za swoje działania odpowiadać. Podkreśla jednak, że nie widzi podstaw do traktowania go jak niebezpiecznego przestępcy.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że prawdopodobnie jest on podejrzany o udział w handlu papierosami bez akcyzy. Czy podejrzenie o tego rodzaju przestępstwo daje podstawę do stosowania tak radykalnych środków przez Policję?
W mieszkaniu Arka policjanci nie znaleźli nic nielegalnego.