Reklama

„Polski nieład”, czyli skomplikowany wjazd na nowy odcinek Via Baltiki [FOTO]

10/08/2021 19:23

Miało być szybko i sprawnie, a jest… „polski nieład”. Wjeżdżając na nowy odcinek S61 w rejonie Kisielnicy można się pogubić.

To było wielkie medialne wydarzenie. Mowa o wczorajszej wizycie premiera Mateusza Morawieckiego, który ze zbudowanej na MOP-ie Górki Wschód sceny zachwalał założenia Rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych 2030 i Polskiego Ładu. Po zakończeniu przemówień szef rządu wziął udział w oficjalnym otwarciu kolejnych kilkudziesięciu kilometrów drogi S61, która za jakiś czas ma ożywić nasz wykluczony komunikacyjnie region. Chociaż kierowcom udostępniony został zaledwie fragment dwujezdniowej drogi, to i tak liczyliśmy na nagłe usprawnienie komunikacji. Dostanie się na nową „eskę” nie należy jednak do najłatwiejszych. Dlaczego?

Przejedźmy się wirtualnie z Łomży w kierunku Stawisk. Za Starym Cydzynem (stary przebieg DK61) natrafimy na nowe rondo,  którego zachodnia odnoga mogłaby doprowadzić nas do nowego odcinka drogi, a następnie – kolejnego ronda, które umożliwiłoby bezpośredni zjazd na „eskę” i kontynuowanie jazdy. Tak przynajmniej wygląda to na mapie.  Pozwoliłoby to ominąć Kisielnicę, na „eskę” można byłoby dostać się sprawnie i prawdopodobnie wszyscy (lub prawie wszyscy) byliby zadowoleni. 

Reklama

Okazało się, że odchodząca od w/w ronda „nitka” nie jest drogą dojazdową do „eski”. Zamontowano tam znak zakazujący ruchu ciężarówek o masie powyżej 12 ton, a do tego postawiono jeszcze bariery blokujące przejazd. Oznacza to, że wszystkie pojazdy muszą udać się dalej w kierunku Kisielnicy. Tam, aby dostać się na eskę, musimy skręcić w lewo w kierunku Kolna i  pokonać fragment do kolejnego ronda, tym razem  już na terenie gminie Mały Płock. Tam musimy… zawrócić w kierunku naszego powiatu do kolejnego ronda, potem dostać się do kolejnego i… dopiero wjechać na nową „eskę”. Poniższa grafika przedstawia zarys obu powyższych wariantów:

Reklama

Aktualne (zaznaczone kolorem czerwonym) rozwiązanie nie podoba się przede wszystkim mieszkańcom Kisielnicy, którzy wcześniej liczyli, że wraz z puszczeniem ruchu nową drogą będą mogli odetchnąć i zapomnieć o hałasie generowanym przez podróżujących oraz samochody ciężarowe. Zamieszanie stresuje też kierowców, którzy gubią się na kolejnych rondach. Ruch nie jest tam mały, więc tworzą się też spore korki. To tyle z oczekiwanego przez mieszkańców usprawnienia ruchu. 

Sprawa nie dotyczy drogi gminnej, ale o komentarz poprosiliśmy Artura Wierzbowskiego, wójta  gminy Piątnica. Wygląda na to, że to właśnie kwestia własności może być powodem całego „nieładu”, ponieważ DK61 w starym przebiegu jest zarządzana przez GDDKiA, ale „nitka” prowadząca od pierwszego ronda na początku Kisielnicy w stronę „eski” jest drogą powiatową. Wójt deklaruje, że będzie rozmawiał o sprawie z dyrektorem GDDKiA, w planach jest też spotkanie z dyrektorem Zarządu Dróg Powiatowych w Łomży. Potrzebne jest wypracowanie rozwiązania, by nie dopuścić do sytuacji, w której przez najbliższe dwa lata cały ruch będzie kierowany przez Kisielnicę.

Reklama

Niestety, nie udało nam się dzisiaj skontaktować z przedstawicielem białostockiego oddziału GDDKiA.

Przypomnijmy, że zamkniętym od wczoraj odcinkiem drogi, przy okazji otwarcia VIA BALTIKI (sic!), można było poruszać się od drugiej połowy czerwca. Przez prawie dwa miesiące tą trasą poruszały się zarówno auta osobowe jaki kierujące się na Kolno pojazdy ciężarowe. Wtedy można było, od wczoraj już nie!

Czy można racjonalnie wytłumaczyć wprowadzenie takiej organizacji ruchu? Na pewno. Czy jakiekolwiek usprawiedliwienie ostudzi emocje mieszkańców Kisielnicy? Obawiamy się, że nie. Nawet jeśli wprowadzone rozwiązanie jest tymczasowe. Tylko do kiedy to tymczasowe rozwiązanie miałoby funkcjonować? 

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości