Reklama

Rodzina państwa Wawrzyniak dziękuje za pomoc. Firma grozi kierowcy wyciągnięciem konsekwencji.

25/12/2012 07:26

- Choć zostaliśmy na święta praktycznie bez grosza, to nie ma znaczenia, bo nareszcie jesteśmy razem- mówi Katarzyna Wawrzyniak, żona pana Mirosława- kierowcy, który na kilka dni utknął w Łomży bez środków do życia. - Chciałabym podziękować wszystkim mieszkańcom Łomży, w zasadzie całej Polsce, za okazaną nam pomoc i wsparcie- mówi wzruszona kobieta. Pan Mirosław do domu dotarł już w sobotę po południu.

Rodzina nie tylko nie może liczyć na wypłatę zarobionych przez mężczyznę pieniędzy, ale niepokojona jest telefonami z firmy, która zatrudniała kierowcę.

- Właściciel firmy poinformował, że chce wyciągnąć wobec mnie konsekwencje, że oskarża mnie o kradzież firmowego samochodu- mówi Mirosław Wawrzyniak. - Sprawę, w razie czego, zgłosiłem już na policję.

Szef firmy spedycyjnej uznał, że kierowca chciał wyłudzić od niego pieniądze na naprawę auta.

- Podejrzewamy, że pan Wawrzyniak dogadał się z miejscowym mechanikiem zgłaszając rzekomo zepsuty rozrusznik. Mogliby się podzielić pieniędzmi.  Dlaczego tak myślę? Otóż samochód można bez problemu odpalić innymi metodami, nawet jak rozrusznik nie działa. Tymczasem tu była informacja, że w żaden sposób nie można go uruchomić. Postanowiliśmy samodzielnie zainterweniować wiedząc, że
nasz kierowca opłaca sobie noclegi. Wcale nie spał w mrozie, więc nie rozumiem tego zamieszania- twierdzi w rozmowie z portalem miastko.naszemiasto.pl przedstawiciel firmy transportowej.

Rodzina państwa Wawrzyniak cieszy się jednak z tego, że znów są razem, cali i zdrowi.

- Nieważne, że zostaliśmy bez pieniędzy na święta, bo nie możemy liczyć na wypłatę z firmy. Jesteśmy razem i to naprawdę jest najważniejsze- twierdzi pani Katarzyna i za naszym pośrednictwem dziękuje za okazaną pomoc prezesowi PKS Adamowi Wykowskiemu, mechanikowi, który pomógł jej mężowi i wszystkim ludziom, którzy chcieli pomóc panu Mirosławowi. - Chciałabym życzyć wszystkim  ciepłych, spokojnych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia i szczęśliwego Nowego Roku!- dodaje w imieniu całej swojej rodziny kobieta.

Przypomnijmy- Mirosław Wawrzyniak w Łomży spędził kilka dni, od wtorkowej nocy do soboty ubiegłego tygodnia. Mężczyzna, zatrudniony w jednej z firm spedycyjnych z Miastka, pokonywał dostawczym busem trasę Niemcy- Litwa. Kilka kilometrów za Łomżą zepsuł mu się samochód. Firma, dla której kierowca przewoził towar, odmówiła przelania pieniędzy na naprawę auta. Zleciła mężczyźnie czekanie, aż do Łomży dotrze drugi kierowca i na holu przetransportują zepsuty samochód na Pomorze. Na kierowcę pan Mirosław czekał blisko trzy doby- na mrozie, w nieogrzewanym samochodzie, bez środków do życia (więcej przeczytasz tu: http://www.mylomza.pl/home/lomza/item/3577-firma.html). Pomocną dłoń wyciągnął do kierowcy prezes PKS w Łomży, który zapewnił mężczyźnie dwa noclegi w hostelu PKS, wyżywienie i bilet autobusowy do Gdańska.
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości