Trzęsienie ziemi w łomżyńskich strukturach Prawa i Sprawiedliwości. Po 18 latach z partią żegna się Piotr Modzelewski – wieloletni działacz, radny miejski i były radny sejmiku województwa. Rozstanie przebiega w atmosferze oskarżeń: Modzelewski mówi o "szklanym suficie" i zatraceniu ideałów, a jego byli koledzy i koleżanki wyciągają mu zarobki i nazywają "szczurem uciekającym z okrętu", choć Bernadeta Krynicka woli porównanie do Titanica.
Modzelewski złożył rezygnację także z członkostwa w klubie PIS w radzie miejskiej. To koniec pewnej epoki, bo Modzelewski przez lata uchodził za wiernego żołnierza partii, a przez oponentów bywał wręcz określany mianem typowego aparatczyka.
W swojej obszernej wypowiedzi dla naszego portalu Piotr Modzelewski tłumaczy decyzję "refleksją i analizą sytuacji". Jego zdaniem dzisiejsze Prawo i Sprawiedliwość drastycznie różni się od formacji, do której wstępował blisko dwie dekady temu.
– Wydaje mi się, że 20 lat to był długi staż. (...) Przychodzi moment na ocenę. To był zupełnie inny klub PiS, nie tylko w mieście, ale i w kraju – tłumaczy radny.
Reklama
Jako główne powody odejścia wskazuje wewnętrzne konflikty ("maślarze, harcerze"), niespójność programową (głosowania za podwyżkami podatków w Łomży, podczas gdy w innych regionach karano za to działaczy) oraz brak oferty dla młodego pokolenia. Modzelewski punktuje, że na partyjnych spotkaniach średnia wieku wynosi 65 lat, a młodzi, energiczni działacze odbijają się od "szklanego sufitu".
– Zatracono ideę walki z korupcją czy równości społecznej. Nasze drogi się rozchodzą, muszę realizować swoje plany w innej przestrzeni – kwituje Modzelewski, zapowiadając, że to nie koniec jego kariery politycznej, choć dementuje plotki o obecnym zatrudnieniu w PKP Cargo Service.
Reklama
Na "refleksję" byłego kolegi ostro zareagowała Bernadeta Krynicka. Była posłanka nie gryzie się w język, zarzucając Modzelewskiemu cynizm i koniunkturalizm.
– Kojarzy mi się to z Titanikiem, tylko że Titanic zatonął, a PiS nie zatonie. Pan Modzelewski pośpieszył się z ucieczką – komentuje Krynicka.
Jej zdaniem powodem odejścia nie są ideały, lecz utrata władzy przez PiS i – co za tym idzie – profitów finansowych. Krynicka przytoczyła dane z oświadczenia majątkowego radnego za 2024 rok, wskazując ma dochód rzędu ponad 472 tysięcy złotych.
– Jak myślicie państwo, gdzie on te pieniądze zarobił i dzięki komu? Jestem przekonana, że dzięki temu, że będąc w PiS dostał stanowisko. Teraz PiS nie rządzi, więc trzeba się złapać czegoś innego – punktuje Krynicka, porównując zachowanie radnego do "prania brudów przy rozwodzie".
Krynicka idzie jednak o krok dalej, wprost nazywając Modzelewskiego zdrajcą i domagając się złożenia przez niego mandatu miejskiego radnego, który uzyskał z list PiS ("jedynka" w okręgu nr 1).
– Mam nadzieję, że nie znajdzie miejsca w żadnej partii. Ja zdrajców traktuję tak samo. Jeśli ktoś pluje na poprzednią firmę, to nikt go nie zatrudni – dodaje ostro.
Reklama
Dzisiejsza narracja Modzelewskiego o otwarciu na ludzi i nowe pokolenia stoi w kontrze do wydarzeń z kampanii wyborczej w 2023 roku. To właśnie wtedy, przed spotkaniem z premierem Mateuszem Morawieckim w Łomży, Modzelewski zasłynął jako ten, który osobiście selekcjonował wchodzących, nie wpuszczając na salę części dziennikarzy oraz zwykłych mieszkańców miasta. Wówczas, jako lojalny działacz, szczelnie zamykał drzwi partii przed "niepożądanymi" gośćmi. Dziś te same drzwi zamknął za sobą, wychodząc na zewnątrz.
Czy za Modzelewskim pójdą inni? Były działacz twierdzi, że "takich ludzi jak on jest więcej". PiS bagatelizuje stratę, ale w kuluarach mówi się, że odejście samorządowca może być początkiem głębszego kryzysu w lokalnych strukturach partii Kaczyńskiego.