Wygląda na to, że pożar, który trawił Biebrzański Park Narodowego, został opanowany i ma się ku końcowi. Dziś zostanie wykonanych jeszcze ponad 300 rzutów wody na teren pogorzeliska, a ponad setka strażaków w nocy z piątku na sobotę pilnowała, by ogień nie wybuchł na nowo.
Teraz strażacy będą przeszukiwać te miejsca i dogaszać ogień w punktach, które wskażą kamery termowizyjne zawieszone na dronach.
- Trzeba dojść do każdego miejsca, gdzie się żarzy, gdzie jest jakiś lekki dymek, który świadczy o tym, że jest gorąco, lub też gdzie kamera termowizyjna wskaże nam punkt, który ma podwyższoną temperaturę i trzeba go przelać wodą - mówi młodszy brygadier Marcin Janowski.
Według danych pożar objął 5,8 tys. ha bagiennych łąk i lasów. Oznacza to, że pożar objął blisko 9 proc. obszaru całego parku narodowego. Dokładną mapę pożaru przygotowały Lasy Państwowe:

Jako przyczynę podaje się nielegalne wypalanie traw, które wymknęło się spod kontroli.