Reklama

Ul. Zawadzka w Łomży. Sukces czy porażka projektu? [VIDEO]

05/07/2017 06:48

Nie dalej jak 1,5 tygodnia temu władze Łomży z pompą otworzyły przebudowany odcinek ul. Zawadzkiej. Pod informacją o tym fakcie ruszyła lawina komentarzy, wśród których znalazły się także niezbyt przychylnie odnoszące się do zastosowanych rozwiązań. Uwagę na to zwrócił też na ostatniej sesji radny Andrzej Wojtkowski, postulujący o "Nobla dla osoby, która to wymyśliła"...

Ponieważ uważamy, że podczas projektowania rozwiązań komunikacyjnych należy brać pod uwagę opinię użytkowników dróg, poprosiliśmy o opinię instruktora nauki jazdy. To instruktorzy, obok kierowców taksówek i miejskich autobusów, spędzają najwięcej czasu w autach krążąc po Łomży. Mają także wiedzę fachową pozwalającą im szkolić kandydatów na kierowców. Na krótką przejażdżkę zaprosił nas Pan Zdzisław Kopańczyk prowadzący Ośrodek Szkolenia Kierowców "ZIKO".

Zanim jednak oddamy głos naszemu ekspertowi, krótki przegląd błędnych Waszym, ale i naszym zdaniem rozwiązań zastosowanych na nowym odcinku Zawadzkiej. Choć odcinek nie mierzy nawet pół kilometra, to jest ich niepokojąco wiele. Przede wszystkim konstrukcja skrzyżowania Zawadzkiej z ulicami Niemcewicza i Łagody, na co najczęściej wskazujecie. Brak możliwości jazdy z dwóch ostatnich ulic na wprost oraz w lewo zmusza nas do jazdy w prawo korzystania z tzw. "nawrotek". Tutaj zaczynają się problemy.

Reklama

W każdym przypadku trzeba przeciąć dwa pasy ruchu, by zająć trzeci - do zawracania. Jadąc z ul. Niemcewicza nie sposób zawrócić tak, by zmieścić się po tym manewrze na lewym pasie, ale to problem nie tylko tego miejsca. Takich miejsc mamy w Łomży więcej, właściwie na każdej dwupasmówce. Wszystko dobrze, jeśli nie ma wzmożonego ruchu, ale gorzej będzie, kiedy skończą się wakacje i w godzinach szczytu ruch będzie znacznie większy. Za to jazda z ul. Łagody z zamiarem skorzystania z nawrotki może okazać się bardziej problematyczna. Przy dużej ilości pojazdów dojeżdżających do ronda Solidarności i zatrzymujących się przed światłami nie sposób dojechać od razu do "nawrotki". Najpierw światła muszą zmienić barwę, by samochody oczekujące ruszyły, a dopiero z nimi - my. Dojeżdżamy do nawrotki i nie możemy zawrócić, bo z przeciwka jadą auta, które również mają zielone światło. Ponownie czekamy, aż światła się zmienią i dopiero ruszamy. A jeśli do tego dodamy dość duży spadek tej ulicy i śliską nawierzchnię zimą, która lubi zaskakiwać drogowców, to mamy gotowy przepis na kolizje.

Nie będziemy tu opisywać wszystkich zastrzeżeń, bo jest ich zbyt wiele. O części mówi w naszym materiale Pan Zdzisław. Resztę na pewno wskażą nasi niezawodni czytelnicy. Otwarte pozostaje pytanie, dlaczego ktoś zaakceptował taki projekt, który nie tylko nie ułatwia życia mieszkańcom, ale jeszcze wprowadza zagrożenie kolizjami. Czy nie można było zrobić tego lepiej?

Reklama

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości