Ostatnie wieczory na ulicy Wąskiej i Zdrojowej w Łomży nie należą do najspokojniejszych. Wśród mieszkańców huczy od domysłów, a wszystko przez dwa zgłoszenia, które w ostatnich dniach trafiły do straży miejskiej. Powód? Widziano tam dzikie zwierzęta, które według relacji świadków do złudzenia przypominały wilki.
Ratusz potwierdza, że sygnały od mieszkańców wpłynęły, a służby „trzymają rękę na pulsie”. Czy faktycznie mamy się czego bać? Urzędnicy i przyrodnicy studzą emocje. Wilk to z natury samotnik i uciekinier – kontaktu z człowiekiem unika jak ognia. Jeśli faktycznie pojawił się w pobliżu zabudowań, to najpewniej dlatego, że po prostu tędy przechodził, szukając drogi między lasami albo rozglądając się za czymś do jedzenia. Ataki na ludzi to w naszych warunkach absolutna rzadkość, co nie zmienia faktu, że to wciąż dzikie zwierzę, przed którym trzeba czuć respekt.
Pies na smyczy, śmieci w kuble
Zamiast jednak panikować, warto po prostu pilnować porządku pod własnym domem. Służby przypominają o kilku rzeczach, o których na co dzień zdarza nam się zapominać. Jeśli mieszkacie w tej okolicy albo lubicie spacery w dolinie Narwi, lepiej nie puszczać psów luzem – smycz to teraz podstawa. Warto też sprawdzić, czy nasze czworonogi mają bezpieczne schronienie na noc; najlepiej, żeby spały wewnątrz budynków lub w solidnych kojcach.
Kolejna sprawa to „darmowa stołówka”. Resztki jedzenia rzucane za płot czy otwarte kontenery z odpadami działają na dziką zwierzynę jak magnes. Jeśli nie chcemy gości na podwórku, zadbajmy o szczelne pokrywy na śmietnikach.
Co zrobić, gdy staniemy oko w oko z drapieżnikiem?
Przede wszystkim: nie uciekać. Gwałtowny ruch może tylko sprowokować zwierzę. Najlepiej się zatrzymać, unieść ręce i zacząć głośno mówić albo klaskać. Hałas to zazwyczaj najlepszy sposób, by wilk uznał, że nie warto z nami zadzierać. Gdyby jednak zwierzak był wyjątkowo uparty i nie chciał odejść, można spróbować rzucić w jego stronę grudą ziemi czy patykiem. Odchodzimy spokojnie dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że drapieżnik stracił nami zainteresowanie.
Pamiętajmy też, że w Polsce wilk jest pod ścisłą ochroną. Próba „rozwiązania problemu” na własną rękę może skończyć się tragicznie nie tylko dla zwierzęcia, ale i dla sprawcy – za kłusownictwo grozi nawet 5 lat więzienia.
Sytuacja jest monitorowana przez Straż Miejską i specjalistów z RDOŚ w Białymstoku. Jeśli zobaczycie wilka bezpośrednio przy swojej posesji, dajcie znać służbom. Można dzwonić bezpośrednio do łomżyńskiej Straży Miejskiej pod numer 86 215 67 56, do RDOŚ-u (85 740 69 81) lub po prostu na numer alarmowy 112.