Reklama

Wolała mundur policjantki niż własną matkę. Wstrząsająca ucieczka dwulatki z libacji alkoholowej w Łomży

23/04/2026 12:12

Trudno znaleźć słowa, które oddałyby to, co wydarzyło się w jednym z mieszkań w Łomży. To nie jest po prostu kolejna policyjna notatka – to obraz totalnego upadku i braku jakiejkolwiek wyobraźni. Podczas gdy dorośli w najlepsze urządzili sobie wielodniową libację, niespełna dwuletnia dziewczynka przeżywała horror, który zmusił ją do ucieczki z domu.

Wczoraj przed południem u sąsiadów rozległo się rozpaczliwe pukanie. Za drzwiami stało małe, zapłakane i skrajnie przerażone dziecko. Dwulatka nie chciała wracać do swojego mieszkania. I trudno się jej dziwić. Piekło zaczęło się jednak chwilę później, gdy na klatkę wypadła jej 21-letnia matka. Zamiast skruchy czy troski, była agresja – kobieta siłą wciągnęła dziecko z powrotem do środka, mimo że mała krzyczała wniebogłosy. W tym momencie sąsiedzi zrobili jedyną słuszną rzecz: wezwali policję.

Kiedy funkcjonariusze dotarli na miejsce, drzwi były zaryglowane. Przez kilkanaście minut nikt nie reagował na wezwania, licząc pewnie na to, że mundurowi odpuszczą. Kiedy w końcu weszli do środka, uderzył ich smród alkoholu i widok totalnego pobojowiska. Wszędzie walające się butelki, wybita szyba w oknie i czworo kompletnie pijanych dorosłych.

Reklama

Szczytem bezczelności było zachowanie 21-latki. Policjanci znaleźli ją... chowającą się pod kocem. Próbowała tam udawać, że jej nie ma. Alkomat nie kłamał – młoda matka miała w organizmie ponad 1,7 promila alkoholu. Ale najbardziej uderzające jest co innego: kiedy zapytano ją, kiedy dziecko ostatni raz jadło, „troskliwa” opiekunka przypomniała sobie tylko, że mała dostała coś do jedzenia... poprzedniego wieczora. Przez kilkanaście godzin to dziecko funkcjonowało o głodzie w samym środku patologicznej imprezy.

Miarą tego dramatu jest zachowanie dziewczynki tuż po interwencji. Kiedy na miejsce przyjechało pogotowie, mała nie chciała puścić policjantki. Nie matki, nie znajomych, a obcej kobiety w mundurze. Wtuliła się w nią i nie odstępowała na krok, szukając bezpieczeństwa, którego w domu nikt jej nie zapewnił.

Reklama

Dziecko trafiło do szpitala, skąd odebrał je ojciec. Co z matką? Na ten moment dostała zakaz zbliżania się i kontaktowania z córką oraz uruchomiono procedurę „niebieskiej karty”. Jeśli ktoś myśli, że skończy się na pouczeniu, jest w błędzie. Za narażenie dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia grozi jej do 5 lat więzienia. I patrząc na okoliczności tej sprawy, trudno o bardziej zasłużoną karę. Jak można doprowadzić do sytuacji, w której własne dziecko ucieka przed matką do sąsiadów? Na to pytanie 21-latka będzie musiała odpowiedzieć przed sądem.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/04/2026 12:16
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości