Sławomir Mentzen ruszył w Polskę ze swoją trasą „Zapytaj Mentzena”, ale w Łomży kampanijna machina zatarła się o… miejskie przepisy. Na oficjalnym profilu lidera Konfederacji pojawił się plakat promujący spotkanie zaplanowane na 27 maja. Wszystko wyglądałoby standardowo, gdyby nie jeden szczegół: dumnie prezentujący się herb Łomży. Problem w tym, że nikt w Urzędzie Miejskim o zgodę na jego użycie nie pytał.
Reakcja Ratusza była szybka i konkretna. Do sztabu polityka oraz do Marcina Mieczkowskiego – radnego i szefa lokalnych struktur Nowej Nadziei – trafiło wezwanie do zaniechania naruszenia prawa. Urzędnicy nie zostawiają suchej nitki na samowolce grafików.
- Zasady wykorzystania herbu określone są w § 5 ust. 3 Statutu Miasta Łomży. Herb Miasta jest znakiem prawnie chronionym i jego użycie w materiałach kampanijnych czy promocyjnych bez zgody stanowi naruszenie – ucinają krótko przedstawiciele Urzędu Miejskiego.
Reklama
Skontaktowaliśmy się w tej sprawie z radnym Mieczkowskim.
- Do mnie żadne oficjalne pismo z urzędu w tej sprawie jeszcze nie dotarło – przekazał naszej redakcji Marcin Mieczkowski, informując jednocześnie, że to nie on jest organizatorem tego spotkania.
Magistrat postawił twarde warunki. Plakat ma zniknąć z sieci w ciągu 24 godzin od otrzymania pisma. Dotyczy to nie tylko Facebooka, ale też Instagrama i stron internetowych. Jeśli Mentzen chce dalej promować się łomżyńskim jeleniem, musi złożyć oficjalny wniosek i czekać na zielone światło.
To nie jest zwykła biurokratyczna złośliwość. W Łomży kwestia herbu zawsze była traktowana poważnie – dotychczas zgody na jego wykorzystanie przechodziły albo przez biurko prezydenta, albo były klepane uchwałami przez samych radnych. Tymczasem sztab Nowej Nadziei najwyraźniej uznał, że prościej jest przeprosić niż prosić.
Dla Marcina Mieczkowskiego, który dopiero w lutym objął stery w łomżyńskiej Nowej Nadziei, to trudny początek przygotowań do wizyty lidera. Spotkania Q&A Mentzena z założenia mają być swobodne i otwarte, ale jak widać, nawet w świecie „wolności i nadziei” pewne reguły – szczególnie te statutowe – pozostają nienaruszalne.
Czy plakat zniknie, czy doczeka się „legalizacji”?