- Niech idzie. Większą popularność będę miał, także ja tu się niczego nie obawiam, niczego nie mam do stracenia, natomiast co kto chce może mówić, tylko musi wiedzieć, że ponosi odpowiedzialność za to - mówi w upublicznionej dzisiaj rozmowie ze Zbigniewem Stonogą poseł Lech Antoni Kołakowski. Sprawą majątku, który w 1983 roku miał być przepisany na posła, zajął się właśnie Stonoga. O szczegółach opowiedział biznesmenowi członek rodziny parlamentarzysty.
"Lech Antoni Kołakowski poseł PiS
W 1983 roku na łożu śmierci swego brata ciotecznego przyrzekł zająć się jego dziećmi i żoną w zamian przepisano na jego rzecz pół majątku rodzinnego (9 ha) Pan poseł wszystkich chciał ubezwłasnowolnić, a dzieci wysłać do domu dziecka. Obecnie dorosłe dzieci jego zmarłego brata chcą odzyskać majątek.
Oceńcie Państwo sami postawę moralną Pana posła i pamiętajcie, aby to udostępnić. Michał Tyszka (syn zmarłego brata posła) opowiedział mi ze szczegółami historię, w którą trudno jest uwierzyć. Mężczyzna jednak pokazuje dokumenty i nagrania. Pan poseł skwitował sprawę tak:
„proszę to puszczać będę bardziej popularny” - tak sprawę opisuje Zbigniew Stonoga za pośrednictwem swojego facebookowego profilu.
Sam Kołakowski jest zdania, że niczego się nie obawia - wynika z upublicznionej dzisiaj rozmowy.
- Można na każdego wszystko powiedzieć, wszystko! Natomiast ten kto mówi, no będzie ponosić też odpowiedzialność. Proszę pana, ja nie mam nic do ukrycia. Natomiast co mogę powiedzieć, to agresor chciał mi zabrać część nieruchomości - mówi Kołakowski. - Ja tutaj jedynie swoich rzeczy mam prawo jak każdy obywatel bronić i wszystko. Tylko tyle - komentuje parlamentarzysta. - Z kosmosu jakieś rzeczy to każdy może pozmyślać. (...) Niech idzie. Większą popularność będę miał, także ja tu się niczego nie obawiam, niczego nie mam do stracenia, natomiast co kto chce może mówić, tylko musi wiedzieć, że ponosi odpowiedzialność za to.
Szczegóły znajdują się na facebookowym profilu Zbigniewa Stonogi.