Oto list, który nasza redakcja otrzymała od Czytelniczki, pani Martyny. Przesłane zdjęcia ukazują dwóch mężczyzn, leżących na kocyku, w samym centrum Łomży. To obraz, który z jednej strony bawi, a z drugiej zmusza do refleksji. Bo jak opisać zjawisko, które jest jednocześnie groteskowe, a zarazem bolesne, jak nie za pomocą słów, które oddają jego absurd? Mocz i alkohol to dominujące aromaty.
Pani Martyna, jak wiele osób w Łomży – nie tylko widzi, ale też wącha problem.
- Chciałabym prosić o poruszenie tematu osób, które nadużywają alkoholu w miejscu publicznym, np. ul Długa - siedzą na ławeczkach delektując się mocnym trunkiem, a potem wymiotując na oczach osób przechodzących z dziećmi, które muszą na to patrzeć. A potrzeby fizjologiczne załatwiają na widoku, gdzie nie można przejść, bo śmierdzi moczem i odchodami, najbardziej pod Filarami, tam nieraz nie można przejść, bo tak bardzo śmierdzi moczem. Dzisiaj u nas pod blokiem “Elita” znalazła sobie miejsce do spania, którędy młodzież i dzieci idą do szkoły. Policja jeździ, patroluje, ale nic z nie zrobi, mogą tylko wypisać mandat bądź kazać wylać alkoholu. Zaczepiają starsze osoby, młodzież prosząc o papierosa bądź pieniądze. Są wręcz natrętni. Czy miasto może jakoś zareagować? Centrum Łomży a takie sytuacje są na co dzień - pisze do nas nasza Czytelniczka, pani Martyna.
Reklama
Zgłoszenie poważne. Ale i absurdalnie codzienne. Taki folklor pijacki. Oto dwóch jegomości w centrum miasta, rozłożonych na kocyku jakby właśnie praktykowali sztukę łomżingu – czyli naszego słowiańskiego odpowiednika “chillu”. Kocyk? Jest. Piwo? Obowiązkowo. higiena? Opcjonalna. Widok? Niekoniecznie dla dzieci.
Niektórzy powiedzą: “To też są ludzie, nie bądźcie tacy okrutni”. I jasne – empatia jest ważna. Ale empatia kończy się tam, gdzie ktoś wymiotuje pod twoim balkonem albo siusia pod filarami tak, że nie da się przejść bez maski przeciwgazowej.
Problem nadużywania alkoholu w przestrzeni publicznej to nie tylko łomżyński temat. Cała Polska zmaga się z romantyzacją picia. Pamiętacie kultowe hasło “piwko na ławce z kolegami”? No to teraz mamy wersję 2.0: “piwko na kocyczku w centrum, potem drzemka na klatce, rano zbiórka pod monopolem.
Tylko że to nie są żadne śmieszki z “Januszy i Grażyn”. To systemowy dramat. Bezdomność, uzależnienia, brak wsparcia psychologicznego – wszystko razem tworzy mieszankę, która fermentuje szybciej niż tanie wino.
A teraz perełka. Bo przecież kto daje przykład? Otóż ostatnio przez media przetoczyła się fala afer z aktorami, influencerami, sportowcami – którzy na Instagramie i TikToku wrzucają sponsorowane treści, w których promują alkohol jakby był to suplement diety. Czasem legalnie, częściej “na granicy regulaminu”.
Z jednej strony – facet pierwszej ławki z Długiej, z drugiej – legenda polskiego kina “Nie chce mi się z tobą gadać…” z kieliszkiem wódki. Jeden śmierdzi, drugi pachnie drogimi perfumami. Ale mechanizm ten sam: normalizacja. Alkohol jako element stylu życia.
Tyle że u nas w Łomży styl życia z alkoholem kończy się zwykle na ławeczce, nie na czerwonym dywanie. A dzieci – czy to na TikToku, czy na ul. Długiej – dostają ten sam przekaz. Tylko że nikt nie pokazuje, co się dzieje później – jak wygląda łomżing bez filtra i bez montażu.
Nikt nie powinien musieć tłumaczyć swojemu dziecku, dlaczego pan na ławce właśnie wymiotuje i śpi cuchnący na klatce.