Gdyby ściany drozdowskiego dworu mogły mówić, opowiedziałyby o ostatnich dyskusjach człowieka, który wraz z Piłsudskim i Paderewskim kreślił granice odrodzonej Polski. Dokładnie 87 lat po śmierci Romana Dmowskiego, pod progiem domu Lutosławskich znów pojawili się ci, dla których jego myśl polityczna to wciąż aktualny kompas, a nie tylko zakurzony eksponat. W końcu to tutaj, w starym dworze Lutosławskich, lider Narodowej Demokracji dożył swoich dni.
Uroczystości zaczęły się tradycyjnie – od mszy w kościele pw. św. Jakuba Apostoła. Potem wszyscy przeszli pod Muzeum Przyrody, czyli do wspomnianego Dworu Lutosławskich. Pod tablicą pamiątkową zrobiło się ciasno: byli parlamentarzyści, samorządowcy, delegacje patriotyczne, a także sporo młodych ludzi z Młodzieży Wszechpolskiej. Kwiatów i zniczy przybywało z każdą minutą.
Wśród gości pojawił się minister Józef Kasprzyk z kancelarii prezydenta.
– To człowiek, który uczył Polaków realizmu politycznego. Często powtarzał, że trzeba czasami odłożyć w kąt ten nasz romantyzm, który rozbudza serca i trzeba do pewnych rzeczy podchodzić w sposób chłodny, kalkulowany, ale wiodący do celu, jakim jest wolność, jakim jest suwerenność – przypomniał minister Kasprzyk. - Jego ogromny kunszt i talent dyplomatyczny, który zaowocował między innymi na konferencji wersalskiej doprowadził do tego, że mogliśmy po półtora wiekowej niewoli odzyskać wolność.
Reklama
Z kolei starosta łomżyński, Lech Szabłowski, zwrócił uwagę na coś, co w Drozdowie czuć najlepiej – na klimat samego miejsca. Przypomniał, że dwór Lutosławskich nie był dla Dmowskiego, tylko przypadkowym schronieniem, ale „kuźnią polskiego ducha”, gdzie patriotyzm oznaczał po prostu ciężką, codzienną pracę.
- Stojąc dziś przed tym dworem, czujemy ciężar dziedzictwa. Odpowiadamy przed tymi, którzy tu żyli, myślę i pracowali dla Polski. Ale również mocno odpowiadamy przed naszymi dziećmi i wnukami. Każdy nasz wybór, każde nasze zaniedbanie, każde dobro, które zbudujemy lub z którego zrezygnujemy, wszystko to wpisuje się w długi łańcuch pokoleń. Dbałość o naszą ojczyznę, o swoją miejscowość, powiat łomżyński, ziemię łomżyńską, o ich rozwój, spójność i kulturę, to właśnie praktyczny wymiar tego obowiązku - mówił starosta.
Reklama
Po części oficjalnej przyszedł czas na coś dla pasjonatów historii. W muzeum otwarto nową wystawę. Sprowadzono pamiątki po Dmowskim aż z Jelcza-Laskowic, ze zbiorów tamtejszego Muzeum Tradycji Ruchu Narodowego. Można było zobaczyć przedmioty osobiste i dokumenty, które przetrwały zawieruchę wojenną i lata PRL-u.
O tym, jak trudno było te ślady zachować, opowiadał Mateusz Kotas, dyrektor muzeum w Jelczu-Laskowicach. Jego wykład o „szukaniu tego, co zniszczyła wojna i komuna”, przyciągnął sporo osób. To była dobra okazja, żeby zrozumieć, że postać Dmowskiego to nie tylko spiżowe pomniki i traktat wersalski, ale też konkretna, często niszczona przez lata spuścizna materialna.