Gdzieś na obrzeżach Łomży, na „ziemi niczyjej” po upadłych Zakładach Przemysłu Bawełnianego „Narew”, stoi symbol. Jeszcze niedawno zardzewiały, zapomniany krzyż, pod który w 1981 roku przyszły tysiące ludzi. W tym roku, po 44 latach, odnowiono go, a pod jego cieniem stanęło zaledwie szesnaście osób. Szesnaście zamiast czterech tysięcy.
31 sierpnia. Data, która powinna świecić mocniej. Rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych – momentu, który był początkiem końca komunizmu w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Momentu, który dał Polakom nie tylko nadzieję, ale też narzędzie: niezależny związek zawodowy, który odważył się mówić "nie" systemowi. NSZZ „Solidarność”.
A jednak dziś o tej dacie mówi się cicho. A może nie mówi się wcale.
W Łomży, przy zrujnowanym Zakładzie Przemysłu Bawełnianego „Narew”, przy portierni, która jeszcze pamięta czasy trzech zmian i tysięcy robotników, stoi krzyż. Symboliczny, choć zapomniany. Postawiony i poświęcony w czerwcu 1981 roku przez ludzi Solidarności. Wtedy przyszło tu kilka tysięcy osób – wg SB ponad dwa tysiące, wg związkowców nawet cztery. Wczoraj było szesnaście.
Ten krzyż od lat tkwił w niebycie – fizycznie obecny, ale społecznie niewidzialny. Dopiero teraz, po renowacji, odzyskał choć odrobinę dawnej symboliki. Ale nie oszukujmy się – nie towarzyszył temu ani entuzjazm, ani tłum. Teren, na którym stoi, wciąż pozostaje „ziemią niczyją”. Tak samo jak pamięć o Solidarności – ani publiczna, ani prywatna, zawieszona gdzieś między wspomnieniem a wypieraniem.
Krzyż i fabryka
Zakłady „Narew” w czasach świetności zatrudniały ponad 3,5 tysiąca osób. Tkalnie, barwiarnie, wykańczalnie – to wszystko tętniło życiem. Były bloki zakładowe, domy dla pracowników, rytm trzech zmian i kolejki do portierni. To tu powstała największa komisja zakładowa Solidarności w Łomży. To oni wznieśli krzyż.
- Ten krzyż jest symbolem walki, oporu i odwagi w tamtym okresie, kiedy rodziła się Solidarność i kiedy ona tutaj się rozwijała i walczyła o prawa robotników. Przez na pewien czas krzyż zniknął z tej sfery publicznej. Niestety upadek zakładów przyczynił się do również zaniku pamięci - mówił wczoraj pod krzyżem Krzysztof Sychowicz, historyk i łomżyński radny.
Dziś z tego świata nie zostało prawie nic. Fabryki nie ma. Pracowników nie ma. Nawet wspomnienia są ledwo wyraźne – przysypane kurzem transformacji i brakiem ciągłości. Pamięć, jeśli istnieje, to raczej indywidualna niż wspólnotowa. Raczej nostalgiczna niż dumnie pielęgnowana.
Niechciana lekcja historii
Prof. Marek A. Cichocki zauważył, że mimo upływu ponad 40 lat, wciąż nie rozumiemy sensu Polskiego Sierpnia. Bo może nie chcemy zrozumieć. Bo Sierpień to nie tylko triumf odwagi, ale też bolesne przypomnienie, że wszystko to można było potem łatwo roztrwonić – we wzajemnych oskarżeniach, podziałach, a w końcu – w obojętności.
Ludzie zostali sami. Solidarność — ta autentyczna, robotnicza, społeczna — została pożarta przez politykę, a potem wypluta jako martwy slogan.
Co dalej z pamięcią?
Marek Olbryś, były działacz i przewodniczący łomżyńskiej Solidarności, mówi wczoraj:
- Mamy w mieście dwa symbole – rondo i ten krzyż. To za mało.
Ma rację. Za mało pamięci. Za mało przekazu. Za mało szacunku do tych, którzy kiedyś ryzykowali dużo więcej niż my dziś. Nie chodzi o pomniki ani o wielkie obchody. Chodzi o zwykłe uznanie, że coś ważnego się wydarzyło – i że to „coś” wciąż wpływa na to, kim jesteśmy.