Przemysł kosmetyczny przed każdym sezonem zaciera ręce, bo słońcofobia została tak skutecznie wpojona w umysły współczesnych ludzi, że sprzedaż kosmetyków antysłonecznych strzela w górę już od pierwszych pogodnych dni wiosny. Eksperci z telewizji doradzają, że najlepiej stosować filtr o faktorze minimum 30, a jeszcze lepiej 50 albo 60 i w żadnym wypadku nie wychodzić na dwór bez ochrony, bo tam na dworze czyha na nas i na nasze dzieci straszny rak.
Jest to co najmniej głupie i nie poparte faktami. To raczej z braku witaminy D mamy coraz więcej przypadków raka, w tym także skóry. Bo żaden z ekspertów straszących przed słońcem i nakazujących stosowanie filtrów już przed wyjściem z domu jakoś dziwnie nie napomina jednocześnie, aby przed wyjściem z domu razem z aplikacją kosmetyku wziąć zastępczo kapsułkę witaminy D, ponieważ aplikując filtr NIE będziemy mogli wytwarzać jej sobie przez skórę.
Jak podaje dr Zaidi już krem o SPF 8 hamuje produkcję witaminy D w skórze o więcej niż 90%, a krem o SPF 15 już o 99%. Czy więc tak naprawdę potrzebne nam są coraz to nowsze kosmetyczne wynalazki o absurdalnie wysokich „ochronnych” filtrach, czy też jest to jedynie zabieg marketingowy? Tak naprawdę to te wszystkie reklamowane cudeńka w kolorowych tubkach chronią nas przed czym?
Dlaczego kremy z filtrami miały chronić, a nie bardzo chronią? Otóż raka skóry mogą wywołać obydwa rodzaje promieniowania: zarówno penetrujące głęboko naszą skórę UVA, jak i penetrujące jedynie naskórek UVB, ale tylko UVB ma wpływ na syntezę witaminy D w naszej skórze. Tymczasem większość kremów z filtrami chroni właśnie przed UVB (czyli zaburza nam wytwarzanie witaminy D), ale mało lub wcale przed UVA. Widniejący na opakowaniu faktor SPF odnosi się do promieni UVB, natomiast stopień ochrony przed promieniami UVA trudno zmierzyć, więc nie ma ujednoliconej skali wartości – musimy wierzyć producentowi na słowo.
Gdy posmarujemy się filtrem zyskujemy fałszywe poczucie bezpieczeństwa, gdy tymczasem podwójnie tracimy: nie możemy wytwarzać potrzebnej nam do przemian biochemicznych witaminy D i jednocześnie bardzo często za długo wtedy przebywamy na słońcu (np. kupujemy bardzo wysoki filtr myśląc, że dzięki niemu możemy bardzo długo być na słońcu bez szkody dla zdrowia) pochłaniając nadmierne ilości UVA. Te ilości UVA zaszkodziłyby nam może mniej gdybyśmy byli chronieni przez między innymi witaminę D. Ale jej nie mamy, bo właśnie sobie zablokowaliśmy jej syntezę, a do opakowania żadnego kremu z filtrem nie są dołączane kapsułki z dawką 10.000-25.000 j.m. witaminy D do zastosowania zamiast słońca, bo firmy kosmetyczne mają gdzieś Twoją witaminę D, chcą po prostu sprzedać Ci swój produkt.Jedni sprzedają Ci kremy, inni suplementy diety z Witaminą D.
Jak pokazują badania i wieloletnie obserwacje najkorzystniejsze dla organizmu jest opalanie. Najbardziej niebezpieczne są uszkodzenia skóry ( poparzenia słoneczne ), a nie samo opalanie. Ważne żeby korzystać ale robić to z umiarem.

http://www.akademiawitalnosci.pl/