To nie była typowa impreza, gdzie liczy się tylko czerowny dywan i kreacja. Na studniówce Szkół Katolickich w Łomży, zanim DJ rozkręcił parkiet, na sali padły słowa o rzeczach znacznie ważniejszych niż maturalny wynik. W miniony weekend około 80 abiturientów „Katolika” świętowało swoje symboliczne sto dni do egzaminu dojrzałości.
Wydarzenie przyciągnęło komplet gości – od przejętych rodziców, przez grono pedagogiczne, aż po dyrekcję. Na sali obecny był również ks. bp Tadeusz Bronakowski, sprawujący pieczę duchową nad placówką.
Część oficjalną otworzyła dyrektor szkoły Bożena Śliwowska. Krótko i konkretnie podziękowała organizatorom za przygotowanie sali i dopięcie wszystkiego na ostatni guzik, a uczniom życzyła po prostu dobrej zabawy, bo to w końcu ich wieczór.
Jednak to wystąpienie biskupa Bronakowskiego nadało temu spotkaniu inny ton. Duchowny, patrząc na elegancko ubranych maturzystów, nie ograniczył się do kurtuazyjnych życzeń. Mówił o kontraście między tym, co widać na zewnątrz, a tym, co kryje się w środku.
– Głęboko w to wierzę i modlę się o to, żeby to piękno nie było tylko zewnętrzne, żeby przenikało do serca – mówił do zgromadzonej młodzieży biskup.
W swoim przemówieniu nawiązał do nauczania Jana Pawła II, przypominając starą, ale wciąż aktualną prawdę o „wymaganiu od siebie”. Zwrócił uwagę, że prawdziwa klasa człowieka – ta szlachetność i wielkość – nie bierze się z ubioru, ale z pracy nad charakterem i bliskości z Bogiem. Biskup poprosił też o moment refleksji i wdzięczności dla rodziców i nauczycieli za ich codzienny trud i „serce wkładane w wychowanie”.
Po części oficjalnej, gdy mikrofony ucichły, a stres opadł, stery przejął DJ Niksa. Na parkiet ruszyli uczniowie trzech klas maturalnych. Nad całością czuwały wychowawczynie: Sylwia Bzura, Izabela Grzech i Marina Inshkova.
Zabawa w łomżyńskim „Katoliku” pokazała, że można połączyć tradycyjne wartości ze swobodną radością. Była elegancja, była chwila zadumy nad słowami biskupa, ale przede wszystkim była energia 80 młodych ludzi, dla których ten wieczór był ostatnim takim przystankiem przed maturalnym finiszem.