Mieszkańcy nowych bloków przy ul. Akademickiej oraz studenci Akademii Łomżyńskiej mogą przecierać oczy ze zdumienia. Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej padł postulat, by to właśnie w ich sąsiedztwie stworzyć punkt wstępnego sortowania makulatury i szkła. Choć radny Marcin Mieczkowski przekonuje, że to jedyny sposób na walkę z kosztami transportu do Czartorii, jego koledzy z rady nie zostawili na tym pomyśle suchej nitki, wytykając mu brak realizmu i obniżenie komfortu życia Łomżan.
Przewodniczący łomżyńskiej Nowej Nadziei (Konfederacja), radny Marcin Mieczkowski, wystąpił z propozycją, która w jego ocenie mogłaby zahamować trend wzrostowy cen za śmieci. Według radnego problemem nie jest sama produkcja odpadów, a logistyka i koszty transportu surowców do odległej Czartorii.
– Za transport do Czartorii płacimy, z tego, co wynika z wczorajszej komisji, 290 zł za tonę. Na przykładzie makulatury zauważyłem taką rzecz. Zaproponowałem, że można by było te sortowane materiały, czyli makulaturę czy szkło, zbierać u nas na PSZOK-u łomżyńskim – przekonywał podczas obrad Marcin Mieczkowski.
Reklama
Radny sugerował, że miasto mogłoby wygospodarować miejsce na terenie obecnego Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK), a nawet oddelegować tam pracowników, którzy wstępnie sortowaliby surowce. Jako przykład podał gminę Lelis, gdzie takie rozwiązanie ma rzekomo zdawać egzamin.
– To jest nielogiczne, żeby wozić materiał, który odbiera od nas jakiś kupujący, który to później przetwarza. Warto zainwestować w jakiś hangar przy PSZOK-u i ograniczyć koszty transportu tych surowców – podsumował radny.
Reklama
Pomysł Mieczkowskiego błyskawicznie spotkał się z chłodną reakcją części radnych. Andrzej Grzymała, przewodniczący Komisji Rozwoju, Przedsiębiorczości i Zagospodarowania Przestrzennego, nie gryzł się w język.
– Radny Mieczkowski, pan dalej buja w obłokach. Chce pan zrobić coś, co jest niemożliwe, co tylko zwiększy koszty obsługi gospodarowania odpadami – ripostował Grzymała, przypominając, że system już teraz boryka się z lukami finansowymi, m.in. przez zbiórki plastiku prowadzone przez sieci handlowe, co miało kosztować miasto około 4 miliony złotych.
Reklama
Najmocniejsze argumenty wytoczył jednak radny Andrzej Wojtkowski. Zwrócił on uwagę na kwestię, która może zelektryzować mieszkańców południowej części miasta. PSZOK w Łomży znajduje się bowiem przy ul. Akademickiej – w bezpośrednim sąsiedztwie Akademii Łomżyńskiej oraz nowo powstałych bloków mieszkalnych.
– Bijemy znowu pianę. Pan radny Mieczkowski proponuje Akademii Łomżyńskiej, która tam jest bardzo blisko, tysiącom studentów i mieszkańcom osiedla mieszkaniowego śmieci pod ich oknami. To gratuluję panie radny – grzmiał Andrzej Wojtkowski. – Jeśli pan ma taki pomysł, to proszę znaleźć miejsce koło Łomży. Nigdy bym się nie zgodził, aby mieszkańcom tych osiedli stworzyć takie warunki.
Reklama
Dyskusja w pewnym momencie stała się na tyle osobista, że interweniować musiał przewodniczący Rady Miejskiej, Wiesław Grzymała, apelując do radnych, by nie wykorzystywali sesji do prywatnych utarczek słownych. Wygląda na to, że studenci Akademii Łomżyńskiej i mieszkańcy nowych bloków przy ul. Akademickiej mogą spać spokojnie – widok dodatkowych transportów śmieci i zapach „oszczędności” pod oknami na razie im nie grozi.