Według wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego nie ma nic złego w tym, że kierowcy ostrzegą się wzajemnie mrugnięciem światłami drogowymi o obecności na trasie patrolu Policji. Takie zachowanie jest jednak wykroczeniem, za które policjanci karzą kierowców mandatami. Czy teraz przestaną?
Na konferencji prasowej poświęconej bezpieczeństwo na drogach podczas minionych świąt wiceminister Jarosław Zieliński, w obecności swojego szefa - ministra Mariusza Błaszczaka oraz komendanta głównego Policji stwierdził, że nie widzi nic złego w tym, że kierowcy ostrzegają się nawzajem przed stojącymi przy drogach patrolami drogówki. Tradycyjne mrugnięcie światłami zna chyba każdy kierowca, choć może nie każdy ma świadomość, że stanowi ono wykroczenie, za które policjant może nałożyć mandat. Mrugnięcie jest wykroczeniem nie dlatego, że ostrzega, ale dlatego, że świateł drogowych można używać tylko w warunkach opisanych w przepisach kodeksu drogowego, a każde użycie w innej sytuacji podlega karze.
Zdaniem ministra ostrzeganie o obecności na drodze patrolu podnosi bezpieczeństwo na drogach, jednak innego zdania są policjanci. Według nich nie tylko nie podnosi to bezpieczeństwa, ale wręcz je obniża, ponieważ ostrzeżony kierowca zwalnia tylko na chwilę, a po minięciu patrolu ponownie przyśpiesza i przekracza prędkość. "Mruganie" ostrzega przy tym nie tylko zwykłych piratów drogowych ale także przestępców, którzy również jeżdżą po drogach i dzięki niemu mogą uniknąć kontroli.
Co teraz będzie robić Policja? Czy zgodnie z przepisami nadal będzie karać za "mruganie"? A może uzna, że opinia nadzorującego tę służbę wiceministra jest ważniejsza?
Warto przypomnieć, że opinia Jarosława Zielińskiego pokrywa się z opinią wielu kierowców, a nawet polityków i to nie tylko tych reprezentujących rządzące obecnie ugrupowanie. Sześć lat temu poseł Platformy Obywatelskiej Henryk Siedlaczek zaproponował nawet oficjalnie nowe regulacje w sprawie "mrugania". W marcu 2011 roku poseł złożył w tej sprawie interpelację do ówczesnego ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Chciał bezkarności kierowców, którzy wzajemnie ostrzegają się o obecności policji. Siedlaczek również twierdził, że jego intencją jest zwiększenie bezpieczeństwa na drogach.