Wszyscy pracownicy PKS Łomża nie dostali 25% premii uznaniowej w lipcu. Od prezesa usłyszeli, że są to kwestie oszczędnościowe, ale ich zdaniem są one pozorne. - Skutkiem tego działania będzie utrata tych najwartościowszych pracowników, ponieważ w tej chwili nikt nie ma powodu się starać. W PKS-ie zostaną tylko ci, którzy nie mają dokąd odejść, którzy i tak nie lubią pracować. Wobec czego to chwilowa oszczędność, która w niedalekiej przyszłości wygeneruje olbrzymie straty - zdradza jeden z pracowników.
Zdaniem prezesa premia nie została zabrana, a po prostu nie przyznana.
Nasz rozmówca wskazuje również na inną niebezpieczną oszczędność - brak zakupu części zamiennych, a raczej wydłużona droga wydawania zgody. Każdy zakup musi zyskać akceptację prezesa Grzegorza Rytelewskiego. Z informacji uzyskanych od obecnych i byłych pracowników wynika, że blisko połowa autobusów jest ciągle niesprawna. Zbliżaja się rok szkolny i istnieje zagrożenie, że część autobusów w ogóle nie wyjedzie.
W ocenie innych, pan prezes nie potrafi zarządzać firmą, a bardziej zachowuje się jak kontroler. Ich zdaniem, jeśli będzie to tak dalej wyglądać to przedsiębiorstwo może nie dotrwać do końca roku. A jeśli mu się uda, to w przyszłym może ogłosić upadłość.
- Prezes robi dużo, ale może za szybko, z niewolnika nie ma pracownika- to zdanie innej osoby zatrudnionej w łomżyńskim przedsiębiorstwie.
Według prawa pracy premia jest tak samo chroniona jak wynagrodzenie zasadnicze. Pracodawca nie może swobodnie zmieniać zasad przyznawania tych świadczeń.
Przypomnijmy, Grzegorz Rytelewski na stanowisko prezesa zarządu PKS w Łomży Sp. z o.o. został powołany w maju tego roku, do 2017 roku. To człowiek związany praktycznie przez całe życie z branżą telekomunikacyjną. Ostatnio pracował w MNI Telecom, wcześniej w telewizji kablowej Vectra i przez wiele lat w Telekomunikacji Polskiej.