Dwustu partyzantów stanęło przeciwko kilku tysiącom żołnierzy niemieckich. Nie mieli szans w potyczce, choć walczyli dzielnie. 23. czerwca 1944 roku w lasach w Czerwonym Borze doszło do jednej z najkrwawszych w naszym regionie bitew drugiej wojny światowej. 70. rocznica bitwy zgromadziła partyzantów i ich rodziny.
Rocznica wydarzeń z 23. czerwca 1944 roku obchodzona jest od lat. W 1980 roku w ścianę kościoła w Wygodzie wmurowana została tablica upamiętniająca krwawą bitwę. Od lat w intencji ofiar odprawiana jest Msza święta.
Wczorajsza, 70. rocznica bitwy w Czerwonym Borze, połączona została z piknikiem, na który przybyli żołnierze pamiętający potyczkę oraz ich rodziny. To właśnie podczas pikniku udało nam się utrwalić kilka bezcennych wspomnień partyzantów.
Polscy partyzanci zaczęli koncentrować swoje siły w Czerwonym Borze już w połowie czerwca 1944 roku. Planowali odbicie z więzienia w Łomży przetrzymywanych tam przez Niemców 150 mieszkańców Zambrowa i okolic.
- Była myśl, by wesprzeć Powstanie Warszawskie. Ale pierwszym celem było odbicie więźniów- wspomina po latach por. Bolesław Konopka, sekretarz obwodu Armii Krajowej w Zambrowie.
Dowódcą zgrupowania, jak podaje prof. Krzysztof Sychowicz, był kpt. Jan Buczyński "Jacek" z AK, zastępcami Zygmunt Przeździecki "Wiesław" i Jerzy Klimaszewski "Ikar". Grupą NSZ dowodził kpt. Antoni Kozłowski "Biały".
Do ich rozbicia skierowano, według różnych źródeł, od dwóch do pięciu tysięcy żołnierzy niemieckich.
- Jak wojska niemieckie otaczały Czerwony Bór, wrażenie było ogromne- że tam w środku jest masa kolegów, że stoczy się bój- opowiada Franciszek Polak z AK Ostróżne.
Przy takiej dysproporcji sił, oddziałom partyzanckim pozostało tylko wycofanie się do lasu. To udało się jednak nielicznym. W czasie bitwy zginęło 70 żołnierzy polskich, ponad 50 zostało rannych. Próba odbicia więźniów z Łomży nie udała się, ale strona niemiecka też poniosła poważne straty.