Niedługo po tym, jak opublikowaliśmy dziś rano zaproszenie na koncert "Panny Wyklęte" rozdzwoniły się telefony w redakcji od naszych czytelników, którzy pytali po co zapraszamy na koncert, na który już nie ma wejściówek. Jak się okazało, organizatorzy nie przewidzieli tak dużego zainteresowania koncertem i zrobił się problem.
Jedna z naszych czytelniczek poinformowała nas w mailu, że od dwóch tygodni śledziła wszelkie informacje na temat możliwości zakupu biletów i kiedy na stronie Urzędu Miejskiego przeczytała, że koncert jest na bezpłatne wejściówki, które można odebrać w kilku wyznaczonych do tego punktach, przyjechała do Łomży, żeby te wejściówki dostać – dla siebie i swoich najbliższych. Niestety, na miejscu dowiedziała się, że w każdym z trzech punktów było zaledwie po kilkanaście biletów i nigdzie nie ma już żadnego.
Postanowiliśmy sprawdzić, jak to było z tymi wejściówkami. Jak poinformował nas dyrektor MDK DŚT w Łomży Roman Borawski, do "publicznej dystrybucji" trafiło 300 "bilatów, które "w miarę po równo" zostały rozdzielone na poszczególne punkty. Kłopot w tym, że nie został w żaden sposób ustalony termin, od którego będą one wydawane. Dlatego osoby, które dowiedziały się o koncercie i miejscach dystrybucji wejściówek przed opublikowaniem oficjalnej informacji, choćby telefonicznie w MDK DŚT, miały znacznie większe szanse od tych "mniej operatywnych", które czekały na oficjalną informację. Tym sposobem, jak dowiedzieliśmy się już nieoficjalnie, we środę, kiedy ukazała się informacja na stronie miejskiej, wejściówek już nie było, bo rozdane zostały co do jednej we wtorek. Tak przynajmniej było w Galerii pod Arkadami, gdzie trafiło ich zaledwie 23 sztuki (jeden rząd siedzeń).
Jak podkreśla dyrektor Borawski, nikt w MDK nie spodziewał się, że koncert będzie cieszył się tak dużym zainteresowaniem. Wejściówki zostały wprowadzone dla uporządkowania sytuacji, ale nikt nie przewidział, że stanie się to "społecznym problemem". W latach wcześniejszych z okazji Narodowego Święta Niepodległości odbywały się koncerty muzyki klasycznej, które nie cieszyły się tak dużym zainteresowaniem. Tegoroczna zmiana okazała się z jednej strony bardzo trafiona, ale z drugiej nie wyszło to najlepiej organizacyjnie. Dlatego trudno dziwić się teraz komentarzom takim, jak w dzisiejszych telefonach do redakcji, że jest to impreza "dla wybranych" oraz pytaniom w rodzaju "kim są ci szczęśliwcy?". Dyrektor MDK twierdzi, że nie są to żadni znajomi, a po prostu osoby, którym może bardziej niż innym zależało na możliwości wejścia na koncert. Według niego wejściówek zabrakło nawet dla pracowników MDK DŚT, którzy nie będą pracować przy obsłudze imprezy.
Oczywiście każda strona ma swoje racje. Rozumiemy rozżalenie czytelników, którzy chcieli wybrać się na koncert, a okazało się, że w momencie kiedy dowiedzieli się o miejscach dystrybucji wejściówek - tych już nie było. Rozumiemy też dyrektora, który od dwóch tygodni atakowany pytaniami najpierw o bilety, a później o wejściówki, nie chciał wstrzymywać dystrybucji i rozpoczął ją jak tylko wejściówki dotarły do MDK. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że szanse na ich zdobycie nie były równe. A wystarczyło uzgodnić termin publikacji informacji na stronie Urzędu Miejskiego i ustalić z góry termin rozpoczęcia dystrybucji - datę i godzinę. Wtedy wiadomo byłoby, że kto się spóźnił, ten gapa i tyle. A tak, wyszło jak wyszło. Przynajmniej będzie nauka na przyszłość.