Reklama

Pociąg do Łomży to tylko przykrywka? Dlaczego bez kolei w naszym mieście wojsko nie ruszy z miejsca?

27/03/2026 15:32

W Łomży odliczamy dni do powrotu pociągów na trasę do Śniadowa. - Jeśli ktoś myśli, że chodzi tylko o wygodny dojazd mieszkańców do Białegostoku czy Warszawy, to jest w sporym błędzie - powiedział nam kilka miesięcy temu jeden z wojskowych.

Prawda jest taka, że linia nr 49 to zaledwie mały trybik w gigantycznej maszynie. Potwierdza to też o raport „CPK Plus”, zaprezentowany niedawno przez Parlamentarny Zespół „Tak dla rozwoju. CPK – Atom – Porty”. Warto przy tym wiedzieć, z kim mamy do czynienia – to powołana w styczniu 2024 roku grupa, którą tworzą parlamentarzyści będący dziś w  opozycji do rządu. Na jej czele stoi Marcin Horała z PiS, a wspierają go m.in. Michał Wawer z Konfederacji oraz Paulina Matysiak, posłanka niezależna. 

Parlamentarzyści przynieśli na Wiejską twarde dane, które dla Łomży brzmią jak scenariusz filmu sensacyjnego, tyle że oparty na brutalnej rzeczywistości. Według ustaleń ze szczytu NATO w Madrycie, w razie kryzysu musimy w 10 dni przerzucić na front 100 tysięcy żołnierzy. To oznacza, że przez Polskę musiałoby pędzić 200 pociągów na dobę, tymczasem nasze obecne linie na Litwę są w stanie przepchnąć ich zaledwie 16. Jesteśmy po prostu komunikacyjnym wąskim gardłem, a Przesmyk Suwalski to dziś strategiczna pułapka.

Reklama

Dlaczego to właśnie Łomża ma być ratunkiem? Parlamentarzyści z zespołu „Tak dla rozwoju” nie owijają w bawełnę – obecne trasy przez Olsztyn czy Białystok wiszą na włosku, a konkretnie na kilku mostach, które Rosjanie mogą zdjąć zwykłą artylerią lufową, strzelając niemal „zza płotu” na Białorusi. Zniszczenie jednego ceglanego mostu pod Olsztynem odcina nas od północy. Tymczasem nowa magistrala, która miałaby biec z Ostrołęki przez Łomżę aż do Pisza, to zupełnie inna rozmowa. Planowane mosty w Łomży byłyby poza zasięgiem rosyjskich armat, co czyni z naszego miasta bezpieczniejszy korytarz dla wojsk pancernych.

Reklama

Mówimy o potężnej skali – jedna ciężka brygada pancerna to 45 pociągów. Gdybyśmy chcieli puścić to wszystko drogami, potrzebowalibyśmy tysięcy ciężarówek, z których każda z czołgiem na plecach waży 100 ton – nasze drogi i mosty po prostu by tego nie wytrzymały. Inwestycje te mają charakter infrastruktury podwójnego zastosowania, co oznacza, że w ponad 90% będą służyć celom cywilnym, gospodarczym i społecznym mieszkańców regionu. Całkowity koszt obronnych inwestycji w szlaki i tabor kolejowy, w tym zakup ok. 120 lokomotyw i 10 tysięcy platform, szacuje się na 55 miliardów złotych w ciągu 10 lat, co stanowi około 2–3% całości wydatków na obronność w tym okresie. Eksperci podkreślają: odbudowa 1 km linii kosztuje ok. 4 mln zł, podczas gdy jeden nowoczesny czołg to wydatek rzędu 19 mln dolarów (ok. 75 mln zł). Za cenę jednego czołgu możemy więc przywrócić do życia niemal 20 km linii kolejowej.

Wygląda więc na to, że pociąg do Łomży to rzeczywiście „przykrywka” – ale taka, pod którą kryje się nasze wspólne bezpieczeństwo. Jak podsumował to nasz rozmówca z łomżyńskiego garnizonu:

Reklama

- Wy dostaniecie wygodny dojazd do stolicy, a my dostaniemy pewność, że w godzinie próby nie zostaniemy z czołgami w hali remontowej… bo zabrakło szyn.

Wygląda na to, że pociąg to nie luksus, to polisa ubezpieczeniowa.

 

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości