Posłanka PiS Bernadeta Krynicka nie przebiera w słowach krytykując, trwający od trzech tygodni, protest w Sejmie rodziców dorosłych niepełnosprawnych. W rozmowie ze stacją TVN24 skrytykowała postawę opiekunów, którzy jej zdaniem, zmuszają pociechy do uczestnictwa w całym zamieszaniu.
Łomżyńska polityk rozumie problem doskonale, gdyż sama wychowuje niepełnosprawną córkę. Zapewnia jednak, że protestowanie na sejmowych korytarzach nie jest zajęciem dla takich osób.
- Znalazłabym paragraf na tych rodziców, którzy przetrzymują swoje dzieci w Sejmie w takich warunkach niegodnych – stwierdziła.
W rozmowie zaznaczyła, że sytuacja jest manipulacją, a postawa rodziców jest „nieludzka”. - Mam córkę niepełnosprawną intelektualnie, będzie miała 24 lata i gdybym chciała, żeby ona tu była, to by była – argumentowała.
Na słowa Krynickiej odpowiedziała na antenie stacji Iwona Hartwich, protestująca matka.
- To ja zapraszam panią poseł tutaj do nas, żeby porozmawiała z osobami niepełnosprawnymi, a przede wszystkim z moim synem Jakubem albo z Adrianem i dowie się, czy te osoby są przetrzymywane na siłę, czy nie - powiedziała.
Protestujący walczą na Wiejskiej o dodatek dla niepełnosprawnych dorosłych. Do tej pory otrzymali podwyższenie świadczenia o 160 złotych. Posłanka PiS uważa jednak, że 500 zł, o które jest bój, wcale nie rozwiąże sprawy. Potrzebne są zmiany na rynku pracy.
– Jest demokracja. Jeśli chcą strajkować, to niech strajkują – dodała Krynicka.