Choć Miasto zamierzało już od początku przyszłego roku zlecić wywóz śmieci Zakładowi Gospodarowania Odpadami bez przetargu, korzystając z możliwości istniejących w ramach tzw. procedury in-house, okazało sie to niemożliwe. Dlaczego i kiedy ZGO będzie mogło zarabiać na wywozie śmieci wyjaśnił wiceprezydent Andrzej Garlicki.
Jak przyznał wiceprezydent Andrzej Garlicki, przyjęta niedawno ustawa daje samorządom możliwości zlecania pewnych czynności w trybie in-house swoim spółkom, ale procedura będzie możliwa do stosowania dopiero od 1 stycznia 2017 roku. Tymczasem obecnie zawarta umowa na odbiór śmieci kończy się 31 grudnia 2016 roku co powoduje, że wcześniej trzeba wyłonić usługodawcę i zapewnić odbiór śmieci od początku roku.
- Nie ma na to czasu, żebyśmy mogli procedować tę kwestię - zaznaczył Garlicki.
Głównym problemem jest jednak to, że porozumienie ze wszystkimi 18 gminami na RIPOK i odbiór śmieci zostało sporządzone w taki sposób, że obieg finansowy za odbiór śmieci jest poza samorządem i spółka otrzymuje płatności bezpośrednio od firm, które te śmieci odbierają. Tymczasem wymogiem zastosowania procedury in-house jest to, że 90 procent przychodów spółki musi pochodzić od samorządu. Jest więc konieczność zmiany zasad dotyczących płatności w porozumieniu, co pozwoli na spełnienie tego wymogu. Zdaniem zastępcy prezydenta może to potrwać dość długo. Dopiero po zmianie tego porozumienia będzie można "przymierzyć się" do procedury in-house.
Andrzej Garlicki wyjaśnił również, dlaczego ogłoszony już przez miasto przetarg na odbiór śmieci od 1 stycznia 2017 roku przewiduje koniec umowy z końcem marca 2019 roku czyli już po zakończeniu obecnej kadencji samorządu.
- Jeżeli spojrzeć na ten kalendarz, to łatwo sobie wyobrazić, że w 2018 roku będą wybory. Nie chciałem abyśmy stawiali na koniec tej rady temat śmieci albo na sam początek nowej rady. Stąd ten okres taki dość bezpieczny i rozstrzygnięcie tego przetargu będzie obowiązywało do końca marca 2019 roku. To da nowej radzie możliwość "wgryzienia się" w temat i spokojnego podjęcia decyzji - tłumaczył zastępca prezydenta.