Do końca czerwca mają być gotowe schodki przy ul. Zamiejskiej. Widział je każdy wjeżdżając od Piątnicy do Łomży, widział je każdy łomżanin. Choć były zawsze w cieniu „Kamiennych Schodków” przy ul. Zielonej kryją w sobie wiele historii. „Ruchome schody”, o którym mawiał ojciec Bońkowski stały się wizytówką miasta. Teraz będą remontowane i znów po latach odzyskają swój blask.
„W latach 1948-50 (o ile dobrze pamiętam) nadszedł czas odgruzowywania kościoła św. Stanisława. Dla nas, młodych chłopców, był to widok urzekający. Od ruin kościoła, wzdłuż ulic: Pięknej i Wiejskiej zostały ułożone wąskie tory, po których wózkami, podobnymi do tych z kopalni, wywożono gruz, zsypując go na ulicę Zamiejską. Podobne tory prowadziły ul. Zjazd do przeciwległego końca ul. Zamiejskiej. I w ten sposób utworzył się nasyp wzdłuż ulicy Zamiejskiej, tworząc niespotykaną dwupoziomową ulicę: część północną (dolną) od strony Narwi oraz południową (górną) od pozostałej części miasta”
Każdy zapyta skąd nazwa „Ruchome schodki”. Ojciec Bońkowski rozwiewa wątpliwości.
Pewnego razu zmierzając do szkoły w towarzystwie kilku kolegów nasypem ul. Zamiejskiej z zachodu na wschód, w porywie fantazji wypowiedziałem z zachwytem: „popatrzcie, chłopaki, u nas w Łomży, tak jak w Warszawie, też jest Trasa W-Z”. Dochodząc do skrzyżowania z ul. Zjazd, z niemniejszą dumą wskazałem na stare kamienne schodki, po których schodziło się na niżej położoną ul. Zamiejską: „i schody ruchome są!” I nagle wszyscy znaleźliśmy się na kamiennych schodkach, które ku naszej uciesze rzeczywiście ruszały się ze starości.
Ojciec Bońkowski „Ruchome Schodki „ przybliża dalej
Ale oto po przeszło 50 latach idąc ul. Długą, usłyszałem rozmowę dwóch kobiet, z których jedna z nich wypowiedziała mniej więcej takie słowa: „ja najczęściej chodzę trasą W-Z”. Nie zdążyłem nawiązać z ową panią, gdyż obie weszły do pobliskiego sklepu. W niedługim czasie podczas wakacji 2008 roku odwiedziłem wspomnianego kolegę Heńka Listowskiego, z którym urządziliśmy podróż sentymentalną po starych ulicach naszego miasta. W pewnym momencie kolega Henryk wspomniał o łomżyńskiej „trasie W-Z”. Skąd Ty to wiesz? – zapytałem. Nie umiał odpowiedzieć. Wówczas opowiedziałem mu całą historię „Trasy W-Z” i „schodów ruchomych” od początku. Zaś tegorocznego lata 2011 oprowadzając młodych gości spoza Łomży doliną Narwi, zaproponowałem, że pokażę im szkołę, do której przed laty uczęszczałem. Gdy usłyszał to przygodny przechodzeń, przyłączył się do rozmowy, oznajmiając, że on również chodził do tej samej szkoły. Okazało się, że był ode mnie zaledwie o dwa lata młodszy. Zapytałem wówczas, czy zna w Łomży Trasę W-Z. Odpowiedział, że wszyscy starzy łomżyniacy powinni ją znać. Ale na pytanie, skąd wzięła się ta nazwa, nie umiał odpowiedzieć. I jeszcze niedawno odwiedziłem swego szkolnego kolegę Jana Ślisa, który mieszka właśnie na ul. Zamiejskiej (na skarpie). Na pytanie, czy wiesz, jak się Twoja ulica nazywa inaczej. Oczywiście „Trasa W-Z” – odpowiedział.
Historia Ojca Bońkowskiego ma swój finał . Władze Łomży właśnie ogłosiły przetarg na połącznie ulicy Zamiejskiej, tej dolnej i tej górnej. Dla wielu łomżan symbol tej części Łomży.
Zapytamy was dziś o kilka słów. Co znaczy „wądół” , „batarejka” czy „rembelin”