Skończyły się dobre czasy dla samorządów modernizujących swoje drogi i ulice, kiedy na każdy przetarg wpływało wiele ofert konkurencyjnych cenowo i na kilku inwestycjach dało się zaoszczędzić na kolejną. Tak jest już tylko przy wielkich przetargach, jak na Via Baltica, a mniejsze inwestycje wykonawcy wyceniają bardzo wysoko. Modernizacja nawierzchni Szosy Zambrowskiej także mieści się w tym trendzie.
Obecnie na stosunkowo niewielkie przetargi o wartości kilkuset tysięcy, a nawet kilku milionów złotych wpływa nie dość że mało ofert, to w dodatku z reguły zawierają one ceny wyższe od tych oczekiwanych przez inwestorów.
W przetargu na modernizację nawierzchni Szosy Zambrowskiej, gdzie remontowana ma być jedna nitka ulicy oraz regulowane studzienki kanalizacyjne, wpłynęła zaledwie jedna oferta. Urząd Miejski w Łomzy poinformował, że na to zadanie ma zarezerwowane nieco ponad 325 tys. złotych. Tymczasem łomżyńska spółka PBK zaproponowała cenę przekraczającą 592 tys. złotych. To blisko dwukrotnie więcej niż wynika z kosztorysu inwestora!
Miasto Łomża ma teraz taki sam problem, z jakim zmagają się wszystkie inne samorządy. Albo unieważnić przetarg i ogłosić nowy, licząc na to, że wpłynie niższa oferta lub oferty. Albo szukać środków na realizację po cenie proponowanej przez wykonawcę. Albo w końcu zrezygnować z inwestycji i poczekać na lepsze czasy. Problem z tą pierwszą ewentualnością polega na tym, że ostatnio na drugi przetarg wpływają zazwyczaj jeszcze droższe oferty niż na pierwszy. Czekamy na decyzję władz Łomży.