"Mój synek, choć na pierwszy rzut oka prawie w ogóle tego po nim nie widać, ma ekstremalnie chore serduszko i potrzebuje pilnej operacji w Austrii za prawie pół miliona złotych. Mamy tylko 3 tygodnie na zebranie tych ogromnych pieniędzy… Jeśli nie zdążymy, dla mojego dziecka będzie już za późno. Błagam o ratunek!" - czytamy na stronie zbiórki w serwisie siepomaga.pl.
Nie potrafię o niczym innym myśleć. Przerażenie nie pozwala mi spać po nocach. Co chwilę zaglądam do łóżeczka synka, żeby sprawdzić, czy oddycha. Czy wciąż jeszcze jest z nami. Czy jego serce wciąż jeszcze pompuje krew... Trudno w to uwierzyć, ale nie wiedzieliśmy, że będzie chory… Żadne badania wykonywane w ciąży nie wskazywały, że coś może pójść nie tak. Życie nas, niestety brutalnie zweryfikowało. Godzinę po narodzinach pojawiło się podejrzenie wady serca z powodu niskiej saturacji. Słowa lekarzy docierały do naszych uszu, ale nie potrafiliśmy ich zrozumieć. Moje dziecko chore? Dlaczego? Przecież wszystko miało być dobrze. Radość z pojawienia się maleństwa szybko zamieniła się w ból i strach. Nasz świat się zatrzymał…
Wiktor został przewieziony do Warszawy, gdzie okazało się, że na jego wadę składa się aż 6 różnych wad. Chłopiec ma zamontowane w sercu sztuczne elementy, dzięki którym wszystko miało być już dobrze. Dopiero później do rodziców dotarły informacje, jak poważne konsekwencje miała decyzja o zabiegu. Sytuacja zaczęła się pogarszać.
W styczniu tego roku odbyła się kolejna kontrola, która wskazała konieczność wykonania pilnego cewnikowania serca. Kiedy 3 marca lekarze na sali operacyjnej zajrzeli do środka, przerazili się tym, co zobaczyli. Ciśnienie w lewej komorze przekraczało wszelkie możliwe normy. Wiktorek musi natychmiast mieć przeprowadzoną reoperację, która pozwoli usunąć te wszystkie sztuczne elementy i zastąpić je naturalnymi częściami ciała. Niestety, nikt w Polsce nie chce się jej podjąć. Co więcej, konsultowaliśmy się ze specjalistami z całego świata i jedyną nadzieję dano nam w austriackiej klinice w Linzu. Nie ma innego wyjścia i trzeba tam pojechać pod koniec kwietnia. Problemem są jednak ogromne koszty operacji…
Rodzice podają, że całą potrzebną kwotę trzeba wpłacić tydzień przed zabiegiem.
Od tego zależy życie naszego synka. Jego chore serduszko w każdej chwili może odmówić współpracy, a wtedy jedynym ratunkiem będzie już jedynie przeszczep… Proszę, błagam… Jesteśmy przerażeni, bo w tych trudnych czasach nie mamy chwili do stracenia.
Historia Wiktora i zbiórka na stronie siepomaga.pl (kliknij)