Kilkadziesiąt osób przyciągnęły warsztaty wędzenia mięs i przygotowania domowych wędlin, jakie w restauracji Syta Panna zorganizowali bracia Jacek i Tomasz Marczuk z Sochoni, uznani wytwórcy tradycyjnej żywności. Porady specjalistów przerodziły się w prawdziwe konsultacje- prawie każdy z gości miał bowiem za sobą próby samodzielnego wędzenia czy choćby suszenia kiełbasy nad domowym grzejnikiem.
- My do marynowania mięsa nie używamy nawet soli peklowej, bo ta zawiera saletrę. Za punkt honoru postawiliśmy sobie zaś wędzenie mięs dokładnie tak, jak sto lat temu, kiedy ludzie nie mieli dostępu do konserwantów, tzw. polepszaczy, za to cieszyli się prawdziwym jedzeniem- mówi Jacek Marczuk. - Mięso nacieramy grubą warstwą soli, układamy w naczyniu do marynowania i posypujemy solą na wierzchu. Tak zostawiamy w chłodnym miejscu na kilka dni. Mięso wchłonie tylko pewną dawkę soli, przed wędzeniem dokładnie płuczemy je zaś w zimnej wodzie, zmywając resztę marynaty- radził uczestnikom.
Bracia Marczuk specjalizują się w wędzeniu "na zimno", dymem o temperaturze 16- 21 st. C, powstającym ze spalania drewna z drzew owocowych. Tak przygotowana "Polędwica sochoniowska dymiona jabłonką" kilka lat temu wygrała wojewódzki etap konkursu Nasze Kulinarne Dziedzictwo. To wędlina dojrzewająca, w smaku przypominająca włoską Prosciutto di Parma- szynkę parmeńską.
- Lubimy eksperymenty. Nasza pasja przerodziła się w pracę- nie ukrywa Tomasz Marczuk, współwłaściciel małej masarni w Sochoniach. - Wędzenie na własne potrzeby nie wymaga jednak aż tyle pracy. Wystarczy beczka ustawiona na podwórku. Palenisko przygotowujemy z trzech płyt chodnikowych, beczkę, nim powiesimy w niej wędliny, dobrze jest kilka razy przepalić mokrym, dymiącym drzewem. I tyle. Przygotowanie domowej wędzarni to koszt czterech godzin własnej pracy plus beczka- żartuje specjalista.
Uczestnicy warsztatów mogli też dowiedzieć się, jakie rodzaje drewna sprawdzają się najlepiej, jak wybierać przyprawy i jak sprawdzić, czy mięso jest dobrej jakości. Specjaliści przekazali wiedzę dotyczącą przygotowania domowych kiełbas- te, jak się okazuje, można przyrządzić nawet w mieszkaniu w bloku.
- Sekretem jest powieszenie kiełbasy w miejscu, gdzie istnieje obieg powietrza, nawet jeśli w pomieszczeniu panuje spora wilgotność. Mięso wieszamy na rurce od grzejnika. Wystarczą trzy- cztery dni, by kiełbasa była dobra do zjedzenia, tydzień musimy zaczekać na mocniej wysuszoną- radzili bracia Marczuk.
Konsultacjom z uczestnikami towarzyszyła degustacja wędlin przywiezionych z Sochoni i domowego żurku, przygotowanego na wędzonych żeberkach.
Teraz tradycyjnych szynek, wędzonych na ciepło i zimno polędwic, różnego rodzaju kiełbas i filetu z indyka będzie można spróbować każdego dnia.
Od wczoraj wędliny z Sochoni na stałe trafiły do sklepiku ze zdrową żywnością, prowadzonego w restauracji Syta Panna przy ul. Konrada Wallenroda 13.